Wpisy z tagiem: Mann&Gacek

wtorek, 05 grudnia 2017

Mego dopisku do tematu audycji z dn. 31 października br., czyli piosenek o zjawiskach atmosferycznych, nie mogłem zacząć inaczej niż od "Thunderstruck" AC/DC. Może to i wybór banalny, ale mi bliski: od AC/DC zaczynałem swą znajomość z muzyką metalową (choć nie od albumu ten utwór zawierającego). Później był jednym z mych ulubionych, a że nie tylko moim - był jednym z nielicznych utworów AC/DC, który regularnie idzie usłyszeć w radiu. By więc nieco od banału odstąpić - wersja teledysku w postaci fragmentu bajki dla dzieci "Samoloty 2", gdzie utwór ten jest wykorzystany przy pierwszej ze scen gaszenia pożaru, której przygląda się Dusty Popylacz. Przyznam, że byłem mocno zaskoczony, gdy oglądając tę bajkę po raz pierwszy z dziećmi usłyszałem rozpoczynające utwór riffy i przyznam też, że oglądanie tej sceny do tych dźwięków wywołało ciarki na mej skórze. Mam nadzieję, że i dzieciom przez to ten utwór będzie się dobrze kojarzył.

Drugi utwór jest nietypowy - nie jest to coś, czego słuchałem lata temu. To utwór "Thunder" zespołu Imagine Dragons, który to zespół kojarzę dzięki radiu "Eska ROCK" od paru lat. Nie jestem jakimś wybitnym zespołu fanem - poza przypadkowym zetknięciem się w radiu, gdzie czasem popularność ich utworów na antenie owego radia nawet mnie drażniła, nie słyszałem żadnego ich utworu - ten jednak kawałek przypadł mi do gustu, zwłaszcza refren z powtarzającym się słowem "thunder". Jest w nim coś, co nad wyraz przypada mi do gustu. Tekst o pogodzie mówi niewiele, same pioruny traktując metaforycznie, ale jednak ów piorun w tytule sprawia, że utwór nie jest nie do końca na miejscu.

Kolejny utwór to "Have You Ever Seen the Rain?", klasyk z 1970 roku. Ja jednak poznałem i przyswoiłem go w wykonaniu zespołu Spin Doctors. Nie było go na żadnej z kupionych przeze mnie płyt ni kaset zespołu, musiałem więc przyswoić go z MTV. Jednaj dokonałem tego na tyle mocno, że zdziwiłem się nieco przeczytawszy, że to nie jest utwór ich autorstwa. 

Oglądanie deszczu może być jednak przyjemne, o czym próbuje przekonać zespół The Move utworem "Flowers in the Rain", znanym mi z fenomenalnej kompilacji "Children of the Revolution". Jestem przekonany, że może być, jednak raczej wiosną niż listopadowym wieczorem. Zespół też zresztą o wiośnie raczej śpiewa, nucąc o rosnących kwiatkach. Piosenka o listopadowym deszczu miała by dużo bardziej molową melodykę i depresyjny tekst i pewnie nie zostałaby pierwszym utworem wyemitowanym w całości w BBC Radio 1:

Fraza "wiosenny deszcz" otworzyła jedną z klapek w mym umyśle, za którą czaił się kolejny utwór o tym tytule w wykonaniu Sławka Wierzcholskiego & Nocnej Zmiany Bluesa. Ponieważ jednak już o nim pisałem, a samego utworu nie udało mi się znaleźć w sieci (jedynie nad wyraz kiepski jego cover), pozwolę go sobie pominąć.

Przechodząc od deszczu do wiatru - utwór "Catch the Wind" kapeli Annihilator, którą wspominałem w tym cyklu już nieraz. Nieco wyjątkowy utwór, bo wyłącznie instrumentalny. O ile Jeff Waters, pomysłodawca, założyciel, gitarzysta, czasem basista, nierzadko wokalista i momentami jedyny członek Annihilatora, tworzył i takie kompozycje, gdy nie miał ochoty śpiewać, o tyle ja nie zwykłem w nich gustować. "Piosenka musi posiadać tekst", powiedziała kiedyś Kasia Nosowska i się z nią zazwyczaj zgadzam. Czasem jednak słowami oddać się nie da niektórych idei (lub jest to nad wyraz trudne) - takich na przykład jak łapanie wiatru. Czy udało się gitarami? Nie jestem zbytnio o tym przekonany, ale nie wykluczam, że ktoś w tych dźwiękach usłyszy całą tyczącą tego opowieść.

A na koniec piosenka o braku zjawisk atmosferycznych (choć nie do końca, w tekście wspominana jest tęcza), gdy na niebie świeci słonko i jest nad wyraz przyjemnie. Bob Marley twierdzi, że aż chce się wtedy rozruszać swe taneczne stopy i muszę to potwierdzić: w taką właśnie pogodę najbardziej mi się chce tańczyć lub przynajmniej tupać w rytm jego szlagieru "Sun is shining":

Tagi: Mann&Gacek
13:24, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 sierpnia 2017

Mój dopisek do audycji mej ulubione pary redaktorów z dn. 27 czerwca br., której niedługi tytuł brzmiał "Krótkie piosenki", zacznę od najkrótszej znanej mi piosenki. To "You suffer" Napalm Death, utwór z którym zetknąłem się pod koniec szkoły podstawowej i który - wraz z mu towarzyszącymi na ich debiutanckiej płycie "Scum" - sprawił, że postanowiłem wysiąść z tramwaju z napisem "muzyka metalowa". Ten utwór mogłem nawet przegapić - trwa wszak 1,3 sekundy - ale kilkanaście innych dłuższych od niego kilkanaście razy już nie: na tej płycie znajduje się tuzin utworów krótszych niż minuta. Ten, który zapamiętałem, według naszych z braćmi M. ze stoperem w ręce wyliczeń miał sekund czternaście, pewnie było to więc "Common Enemy":

Tu pewnie powinienem zakończyć wpis, by pasował do stylistyki powyższych piosenek. Dopowiem jednak, że gdy na skutek przesłuchania w niewielkim odstępie czasowym płyt kapel "Napalm Death" i "Death" (sądząc po kserze ksera ksera okładki, było to "Leprosy") stwierdziłem, że dobrnąłem już do ściany i słuchać muzyki w stylu "szybciej! głośniej! więcej o Szatanie!" dalej już nie chcę, szybko wsiąknęłem w klimaty lat 70-tych. I tam się od krótkich piosenek nie uwolniłem. Już w trzypłytowej składance "Children od the Revolution" trafiłem na dwie piosenki o czasie trwania poniżej dwóch minut. Pierwszym był utwór "Candles in the Rain" Melanie, który średnio zapadł mi w pamięć, a drugim "Where Have All The Flowers Gone?" Pete'a Seegera, który zapamiętałem już znacznie lepiej. Niekoniecznie oznacza to, że od razu mi się spodobał - brakło mu żywiołowości, rytmu i gitar i uznałem (słusznie, jak się okazuje), że to utwór pasujący do lat 60-tych raczej niż czasów Woodstocku - ale nostalgiczny jego tekst zapadł mi w pamięć.

Głównym źródłem mej znajomości muzyki epoki dzieci-kwiatów był ten zestaw trzech płyt i płyta ze składanką hitów Jimi'ego Hendrixa. Przez wiele lat więc nie słyszałem nic z wykonaniu legendarnej Janis Joplin i do dziś znane mi jej utwory na palcach swej dłoni policzy większość drwali. Tak się składa, że jeden z najbardziej mi z nich znanych - "Mercedes Benz" - trwa poniżej dwóch minut. Źródła zwykle podają czas trwania jako 1:45, ale poniższa wersja jest jeszcze o pół minuty krótsza:

Zbierając informacje to dopisku sprawdziłem w Internecie, jakie są innym znane krótkie utwory. Przejrzałem kilka list i trafiłem tylko na jeden znany mi utwór, powtarzający się na paru z nich. To "Song 2" zespołu Blur, wydany nieco ponad dwie dekady temu. Wtedy też go poznałem, bo promowany był intensywnie w MTV. Choć utwór był mi znany doskonale, najwyraźniej nie zwracałem zbytnio uwagi na wykonawcę, bo niezmiernie mi się ten utwór kojarzy z zespołem The Offspring i pewnie, gdyby ktoś mnie o to spytał mendel lat lub minut temu, im bym go przypisał. Blur kojarzyłem raczej z "Girls and Boys" i "Country House", stylistycznie odmiennymi (i zbyt długimi, by je tu przybliżać). Taka to nauczka dla muzyków: jak będziesz miał twórczość zbyt różnorodną, część z niej po latach słuchacze przypiszą innym artystom. Pamiętaj o tym, Neilu Diamondzie.

Tagi: Mann&Gacek
14:11, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 lipca 2017

Temat audycji mej ulubione pary redaktorów z dn. 4 lipca br. da się łatwo odgadnąć słuchając powyższej piosenki w wykonaniu Hugh Lauriego (znanego szerzej jako dr House), bo jest zawarty w tytule - i stanowi sporą część tekstu. To skecz z programu z "A Bit of Fry and Laurie", którego nie miałem okazji nigdy oglądać w całości, ale ze względu na moje zamiłowanie do brytyjskiego humoru podsunął mi jego kawałki popularny portal z filmikami. Obejrzałem i kilka skeczy rozbawiło mnie, jednak nie aż tak, jak inni brytyjscy satyrycy. Nigdy więc nie obejrzałem całego odcinka programu, jednak świadomy jego istnienia na właśnie rearanżowanej Szafie znajdzie się zatytułowany tak zakątek z książkami Stephena Fry'a i Hugh Lauriego.

Temat audycji pokrywa się też z tytułem piosenki zespołu Rammstein (choć inaczej pisanym). Zespół Rammstein poznałem niecałe dwie dekady temu, a ten utwór jest jedynym mi znanym nie pochodzącym z dwóch pierwszych albumów. Swego czasu regularnie słyszałem go w radiu, widziałem też teledysk, więc rzec można, że był popularny. Z tekstu zrozumiałem jedynie refren, a teraz, po spojrzeniu w tekst i jego znaczenie, upewniłem się, że mimo braku zrozumienia tekstu dobrze zrozumiałem utworu przesłanie. Dość powiedzieć, że pean to to nie jest.

Kolejny utwór nie opowiada o całej Ameryce, ale o jednym z jej dwu najsłynniejszych zakątków - Kaliforni (drugim, rzecz jasna, jest Nowy Jork). "Everybody's been there, and I don't mean on vacation", śpiewa wokalista Red Hot Chilli Peppers i nie sposób się z nim nie zgodzić: krajobraz Kalifornii (oraz kilka ulic Nowego Jorku) jest znana wszystkim, którym zdarzyło się obejrzeć kilka niefantastycznych filmów amerykańskich. Tak jak interior Ameryki jest nad wyraz mało znany, tak te dwie lokacje na Ameryki przeciwległych krańcach są obecnie globalnym wspólnym kreskowym kodem kulturowym i ikonami Ameryki.

Są jednak i inne urokliwe aspekty Ameryki, nieznane szerszej publiczności. Część współczesna, część nie. Wśród tych drugich udało mi się, dzięki książkom Jacka Kerouaca, odkryć beatników. Książki te zauroczyły mnie na tyle, że gdy podczas zagranicznej podróży w muzycznej sekcji tamtejszego EMPiKu zauważyłem dwie płyty sygnowane jego nazwiskiem, kupiłem je po ledwie chwili wahania. Było to już jednak w czasach, gdy przestałem słuchać muzyki, więc przesłuchałem je ledwie parę razy i odłożyłem na półkę Szafy. Dopiero ten temat skłonił mnie do ponownego sięgnięcia po nie. Na skutek minimalnego zapoznania się z płytami nie mam wśród tych utworów żadnych faworytów. Na szczęście udało mi się znaleźć w sieci jedną z owych płyt w całości.

Przy całej subtelności zauroczonych buddyzmem amerykańskich poetów sprzed pół wieku, to nie oni w oczach świata nadają temu krajowi ton. To zadanie osób wręcz kontrastowo odmiennych. Amerykański piosenkarz, komik i aktor Dennis Leary określił ich słowem "asshole", którym zatytułował opisujący ich utwór. Żeby pokazać, jak bardzo tyczy on Amerykanów dodam, że zdaniem innego amerykańskiego komika Louisa C.K., Leary podsłuchał jego skecz to opisujący, by parę tygodni później wypuścić utwór z całymi frazami ze skeczu Louisa C.K. i zdobyć nim sławę i kasę. Dokładnie tak zrobiłby amerykański dupek.

Tagi: Mann&Gacek
23:43, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA