RSS
sobota, 11 sierpnia 2012

Lubię piosenki w języku angielskim. Znam go, więc mogę odczytać ze zrozumieniem tekst utworu, ale nie jestem z nim osłuchany. Skutkiem czego po kilku przesłuchaniach jestem w stanie zwykle tekst zrozumieć, ale za pierwszymi przesłuchaniami (bez czytania tekstu; kiedyś czytałem sobie teksty wszystkich kawałków zanim pierwszy raz słuchałem kolejnych płyt Annihilator-a) wyłapuję tylko zbitki słów, bon-moty.

A angielski jest wręcz do nich stworzony. Łatwość stworzenia rymu przy użyciu imiesłowów biernych i rzeczowników odczasownikowych propaguje takie formy frazy. Czyli m.in. bon moty. U nas za to są, nie śmiem w to wątpić, piękniejsze opisy przyrody.



To utwór tytułowy z płyty Billy'ego Joel'a, której to płyty - a raczej kasety - kiedyś często słuchałem. Zaczęło się to od tego, że ujrzałem powyższy teledysk w telewizorze i mnie zaciekawił. Może to z powodu rytmu? (po wychowywaniu się na cięższym brzmieniu pozostało mi upodobanie do rytmów, basów i bębnów)

Tak czy owak, zapamiętałem nazwisko autora i tytuł utworu. I niebawem - parę dni lub tygodni później - znalazłem wspomnianą kasetę w jednym z odwiedzanych przeze mnie sklepów muzycznych. Była nawet przeceniona, więc ją kupiłem.

Cała strona A to były dla mnie hity. W których właśnie najwyraźniej uwidaczniała mi się możliwość tworzenia w języku angielskim obrazów, które w języku polskim zawaliłyby się pod własnym ciężarem. "In hell there's a big hotel, where the bar just closed and the windows never open. No phone so you can't call home and the TV works, but the clicker is broken." rozpoczynające "Blonde Over Blues" jako pierwsze przychodzi mi na myśl. Potem natychmiast napływają obrazy z "Minor Variation" ("When troubles want to find me, I ain't hard to find / They know where I am / Like a hungry pack of wolves when it's feeding time"), "No Man's Land" ("No major industry, just miles and miles of parking space") i "Great Wall of China" ("Keep things in perspective, this is my true objective"), które były swego czasu mymi ulubionymi utworami. Tu jest ładna fraza: "Something so undefined / That it can only be seen / By the eyes of the blind / In the middle of the night". Na stronie B były utwory z równie ładnymi frazami ("...I can still taste the wedding cake and it's sweet after all these years...", czy "Is this a curse or a blessing that we give?"), ale jakoś mnie wtedy nie zauroczyły. Jakkolwiek nawet w nich switfness pióra widziałem.

Kawałek "River of Dreams" był trzeci na stronie B i kasetę słuchałem najczęściej do niego, resztę przewijałem. Potem zacząłem omijać ostatni kawałek pierwszej strony ("Shades of Grey", które dopiero później w warstwie tekstowej zacząłem doceniać), obracałem kasetę, szybko przewijałem końcówkę pierwszego i cały drugi utwór na drugiej stronie ("All About Soul" i "Lullaby"), aż na koniec poleciał właśnie "River of "Dreams" - i kasetę uznawałem za przesłuchaną. A ja, in the middle of the night, zasypiałem.

Sam kawałek, jak to z kawałkami na stronie B bywa, nie miał u mnie 5 minut swej sławy, jak szlagiery ze strony A (z których kilka zasługuje na osobne notki). Owszem, słuchałem, tekst znałem na pamięć, ale nie mam żadnego intensywniejszego wspomnienia z nim związanego. Jednak to dzięki niemu mam takowe związane z innymi utworami na tej płycie.

A pozostała twórczość samego Billy'ego Joel'a, mimo zafascynowania tą kasetą, jest mi bliżej nieznana. Odsłuchałem kiedyś kilka jego bardziej znanych kawałków, gdy tylko takie było można znaleźć w Internecie. Spodobały mi się, ale nie przesadnie (poza "We Didn't Start The Fire"; on równie jak wyżej wymienione). Teraz, gdy przesłuchanie całych płyt nie sprawia trudności, jakoś nie mam na to ochoty. Ale wyżej wspomniane kawałki jeszcze stosunkowo niedawno zgrywałem sobie na odtwarzacz mp3, by posłuchać w czasie pieszej wędrówki do baru.

03:31, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 sierpnia 2012

Długo się zastanawiałem, jakim utworem tego bloga zacząć, choć było to wręcz oczywiste. Opcja użyta przy analogicznych blogach, czyli tym, którego akurat słucham, odpada - bo ja właściwie nie słucham obecnie muzyki. Słuchałem kiedyś, to fakt. A teraz słucham momentami radia, gdzie czasem się jakaś muzyka pojawi, przeleci i zniknie. Czasem pozostawiająca jakiś ślad, lecz częściej...

Kiedyś jednak słuchałem muzyki. I te słuchane utwory towarzyszyły mi w różnych etapach mego życia. Więc mam z nimi związane wspomnienia. I te wspomnienia czasem, przy usłyszanym w radio utworze, mi się przypominają.

Pierwszy "dorosły" utwór, jakiego słuchałem ("dorosły", bo nie już "Puszek Okruszek" i nie "Ufoludki", których bez wątpienia słuchałem wcześniej) i który niezaprzeczalnie wpłynął na dalszą drogę mych muzycznych zasłuchań. Bo po "Europe" przyszedł "AC/DC", dalej szybko "MetallicA" (aż do "Black Album", którego słuchałem regularnie przez niemal rok) i jakoś tak się potoczyło między Sepulturą, Sodomem a Slayerem aż pod "Napalm Death". Po czym skończyłem podstawówkę i jakoś mi przeszło.

To temat na inny wpis, a tu chciałem wspomnieć, jak w czasach przed/wczesnoszkolnych staraliśmy z się braćmi M. rozczytać tekst. "Faja dziamdzia!" było finalnie ustalonym kompromisem, który potem staraliśmy się ryczeć do muzyki, lecącej z radia lub telewizora (to było niewiele przed zakupem naszych pierwszych kaset magnetofonowych, by sobie muzykę zgrywać z radia).

Czasem się cieszę, że w czasach mojej młodości nie było podręcznych kamer, dyktafonów, smartfon'ów i YouTube'a.

01:11, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
| < Sierpień 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA