RSS
środa, 13 września 2017

Nigdy nie byłem przesadnie religijny. Tak się składa, że pochodzę z mało praktykującej rodziny (w kościele bywaliśmy raz w roku ze święconką, a krucyfiks na kolędę pożyczaliśmy od sąsiadów z trzeciego piętra), więc uniknąłem indoktrynacji w dzieciństwie, a gdy zacząłem na religię chodzić w drugiej klasie, przed przystąpieniem do sakramentu Pierwszej Komunii Świętej, nie poczułem nagłego nawrócenia. Niedzielne wyjścia do kościoła były tylko pretekstem, by przez godzinę szwendać się po osiedlu i okolicach z kolegami. Pamiętam, że na początku staraliśmy się jeszcze pod klatką spotkać i spytać braci M., którzy na mszę zwykle chodzili, jaki by temat kazania, żeby móc w domu odpowiedzieć na to pytanie. Jeszcze wyraźniej pamiętam, że nikt mnie nigdy o to nie spytał.

Gdy byłem in my tweens, dokonała się w kraju zmiana ustroju i kościół katolicki z posiadającej moralne racje, ale przegranej strony stał się stał się stroną rozdającą w kraju karty. Widziałem dużo osób, u których ta zmiana wywołała gorliwie praktykowaną wiarę katolicką (pamiętam moją nauczycielkę od biologii, która nagle, w połowie roku szkolnego, zaczęła lekcję (a biologia była tego dnia lekcją pierwszą) od modlitwy; dobrze, że przerabialiśmy wtedy akurat gady, a nie cykl reprodukcyjny człowieka), jako że tacy byli (lub wydawali się być) rządzący: od Lecha Wałęsy z Matką Boską zawsze w klapie poprzez Wiesława Chrzanowskiego (prezesa Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego czy innej Chrześcijańskiej Unii Jedności) aż po Jerzego Oleksego, który okazał się byłym ministrantem i padał na kolana przed biskupami.

Mnie to jednak nie przekonywało. Może to wada genetyczna, a może wpływ na to miał fakt, że pod plebanią nowe zachodnie auta (dwa) stały szybciej niż choć jedno zdążyło się pojawić na wielu parkingach pod blokami, a proboszcz naszej parafii miał zakupione kilka hektarów ziemi pod miastem. Po blokach i mieszkania zaczęły chodzić plotki o pazerności tego młodego, co to będzie następnym proboszczem. Więc gdy usłyszałem jakiś czas później utwór "Jesus He Knows Me" Genesisu, nad wyraz przypadł mi do gustu.

Prawdę mówiąc, pewnie przypadły mi do gustu i bez tej całej otoczki. Podobnie jak "I can't dance" był żwawy, teledysk był kolorowy i cały czas leciał w telewizji, a do tego w domu była płyta CD z albumem "We can't dance" zawierającym ten utwór. W każdej chwili więc mogłem go przesłuchać jeszcze raz. Dzięki temu mogłem stwierdzić, że mam podobne do autora tekstu przemyślenia na temat kościoła. On co prawda opisuje zupełnie inny odłam - telekaznodziei - ale wygląda na to, że pycha i chciwość trapią kościół na całym świecie. Nie jest to tylko nasz lokalny fenomen, kiedy po latach upokorzeń ludzie ("ksiądz też człowiek") nagle mają możliwość odreagować, lecz dzieje się tak i gdzie indziej.

Zdając sobie wyraźnie sprawę, że kościół, w teorii służący celom wyższej siły, w praktyce okazuje się być złożony z posiadających wady ludzi i przez to ludzkie chcąc osiągać cele (a przecież "Królestwo moje nie jest z tego świata."; jak spora część będących na bakier z kościołem znam kilka chwytliwych haseł strony przeciwnej). Nie sądzę też, by inne hierarchicznie zorganizowane z posiadających wady ludzi religie były pod tym względem jakoś inne, bo nie sądzę, by zestaw ideałów, od których wyszły jakoś zdecydowanie bardziej lub mniej od religii katolickiej do wynaturzeń hierarchów skłania (może poza protestantyzmem, który ponoć zawiera "moralny nakaz dążenia do bogactwa", co jest idealną pożywką dla skąpstwa, chciwości i zachłanności). Miałem w młodości okres zainteresowania buddyzmem (innymi religiami Wschodu zresztą też), ale gdy w przypisach (dokładnie w Przypisie Dalet) do trylogii "Illuminatus!" (ISBN: 83-7150-035-1) Roberta Antona Wilsona i Roberta Shei wyczytałem taki passus:

Systemy [mistycznych wtajemniczeń - przyp.red.] różnią się między sobą tym, że część z nich zmierza do wyzwolenia każdego z adeptów, część zaś, jak systemy Weishaupta czy też Sabbaha, z premedytacją zachęca większość do trwania w ignorancji, co pozwoli przywódcom duchowym eksploatować ich w nieskończoność. Ta sama gra w iluminowaną mniejszość wykorzystującą zabobonną większość odchodziła w Tybecie, dopóki komuniści chińscy nie obalili władzy wysokich lamów. Życzliwy opis systemu tybetańskiego, daleki od tuszowania jego błędów, można znaleźć w Tajnych naukach tybetańskiego buddyzmu Alexandry David-Neel; opis nieżyczliwy, pióra bardziej sceptycznego od niej mistyka, znajdziemy w Wyznaniach Aleistera Crowleya.
[Robert Shea, Robert Anton Wilson, "Lewiatan"]

nie wywołało to u mnie szoku czy chęci zaprzeczania. Mnich, nawet buddyjski, też człowiek i najbardziej gorliwy i życzliwy światu przywódca religijny, czy to papież czy to dalajlama, nie wypatrzy i nie wyeliminuje wszystkich wad wszystkich swych podwładnych. Którzy doskonale zdają sobie z tego sprawę, wiedząc na ile mogą sobie pozwolić i nierzadko korzystając z tego skwapliwie.

PS. Bezpośrednią przyczyną tego wpisu było obejrzenia odcinka 02x11 serialu "Miami Vice" z Philem Collinsem. Zastanawiam się, na ile przy tworzeniu teledysku inspirował się nim wokalista Genesis, Phil Collins. Przesłanie jest podobne, ale niewykluczone, że to jest (a przynajmniej wtedy było) popularne przeświadczenie. Sztuczna fryzura, którą prezentuje przez większość teledysku Phil, jest identyczna ze sztuczną fryzurą, którą pokazywał jako telekaznodzieja w Miami, ale może takie fryzury nosili wtedy popularni telekaznodzieje. Cóż, Phil jeden raczy wiedzieć.

12:28, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA