RSS
wtorek, 21 maja 2013

I'm not a fan of audiobooks. It doesn't happen to me very often to have an hour or a half of silence around me and to be able to listen to one. Even a quarter of an hour without background noises is a rare gift.

Also I prefer reading to listening. Reading does involve eye movement. Reading does activate visual neural cortex. Reading occupies thoughts. It's easier for me to remember what I read than what I heard (no wonder, as I spend most of my days looking through the glass darkly at the wonders of the Net, quite often presented in nice paragraphs of characters). It's easier to note down a quote from a book. And it's easier to place a bookmark.

And yet, I managed to go through one audiobook as a part of my Roman quest. It took me several weeks and I had to go back several times to previous chapters to recall all the plot twists. Nevertheless, I finished it and it was the BBC's "Poseiden's Gold" based on Lindsey Davis' novel 'bout one of Marcus Didius Falco adventures.

BBC Audio Lindsey David Poseidon's Gold

I told her about the missing half a million.

- Oh, it doesn't matter. I never wanted to middle-class and married anyway.
[BBC Audio "Poseidon's Gold", based on Lindsey Davis' novel]

While reading the Marcus Didius Falco saga, whether in original or a translation, one could immerse into ancient Rome. All the descriptions were accurate, the details fit, the characters seemed legit. One could almost feel the smell of Cloaca Maxima in the Flavian era and believe that such a person like Didius Falco could exist at that place and at that time. There were some inside jokes, but they were not persistent.

While listening to the audiobook, the feeling disappeared. I realized the story is not about ancient Romans, it's about modern British society (modern at the time the book was being written) in ancient Rome decorations. I'm sure the BBC team did a great job on the audiobook. It was one hell of a job to compress a book into a two-and-a-half hour radio play. The sound effects are quite good, the recording quality is perfect - everything is clear, I could hear and understand every spoken word. And yet, there were words no ancient Roman would use. The intonation was not right. It was like listening to "The Archers" only with ancient Rome in the background. No Roman would call the equites the middle-class - but a 20th century upper-class lady might.

And then it struck me that's a common thing in Britain. The "Carry on Cleo" characters were also based on modern British society. So are they in "The Plebs". Not to mention the Romans shown in the British to the core TV series "Doctor Who". As it appears, that's the way the British do it. Maybe even that's the only way they can do it.

But I preferred the feeling the book gave me. The illusion that I'm actually learning something about the ancient Rome society, about their customs and rituals. If I wanted to learn something about today British society I'd watch "EastEnders". Or "The Only Way Is Essex".

Tagi: Rzym
01:48, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 maja 2013

To nie jest tak, że współcześnie nie słucham muzyki. Nie słucham jedynie całych albumów, to fakt. Nad wyraz rzadko sam aktywnie poszukuję jakieś muzyki do posłuchania. Ale słucham radia na przykład. Nad wyraz rzadko za to klikam w polecane przez znajomych i nieznajomych linki do filmików z piosenkami. Po pierwsze dlatego, że przesłuchanie dokładnie piosenki to jakieś 4 minuty ciszy, których zwykle nie posiadam, po drugie zaś dlatego, że zdaję sobie sprawę, jak odległe są gusta innych od mojego. Czasem jednak robię wyjątki. Na przykład na blogu mojego ulubionego marksisty kliknąłem w taki filmik:

Miałem ostatnimi czasy złą passę. Jakoś tak trzy i pół miesiąca temu nawarstwiło się nagle niemało problemów, zawodowych, zdrowotnych, legalizacyjnych i lokalowych, moich i moich najbliższych. Zwykle w takich sytuacjach przychodzi mi na myśl "Minor Variation" Billyego Joela i teraz też, gdy awarii uległ mój warsztat pracy, nalałem sobie kieliszek wina i stwierdziłem, że to tylko minorowa wariacja.

I mimo że część z tych problemów wydawała się banalna do rozwiązania, rozwiązywanie ich trwało i trwało. I po części trwa nadal. Z tych kilku spraw po dwu miesiącach codziennego ich doglądania, załatwiania, organizowania - udało się rozwiązać jedną, najmniej ważną. A reszta wciąż na pomyślne rozwiązanie czekała, niczym worek z wiosną. Wśród tych czekających na pomyślne zakończenie był też i mój warsztat pracy, bez którego trudno było mi zarabiać. Stąd też, gdy każdego dnia bezskutecznie dzwoniłem lub jeździłem do osób władnych coś poradzić i znów słyszałem odroczenie rozwiązania sprawy o dwa dni lub tydzień, kołatało mi się w głowie zasłyszane w tym kawałku "another day older and deeper in debt". A to codzienne syzyfowe pilnowanie tych spraw, z całkowitą świadomością, że nawet w optymalnym postępie prac i tak nie uda się większości tych rzeczy załatwić do końca dziś, ani nawet pojutrze, brzmiało mi powtarzających się "You load sixteen tons and what do you get?", jak Nieogolonemu Waits'owe "Got to stand behind the mule in the morning and plow". I ma ładniejszy bridge po refrenie.

Zwrotka o morderczych pięściach doskonale pasuje do narastającej w wypadku takiej bezsilności sfrustrowanej agresji. A nucenie tych wersów przeze mnie, etatowego pacyfistę, czyni równie groźne wrażenie, co wymówienie ich przez eleganta z wymuskanym wąsikiem.

Bywa więc i tak, że rozszerzam swój repertuar o zupełnie dla mnie nowe kawałki, wręcz o nową stylistykę, bo z obu rodzajów muzyki poza "Theme from Rawhide" do tej pory znałem chyba jedynie część twórczości Kinky Friedman and the Texas Jewboys. A ów bloger-marksista w samej tej notce zasugerował trzy wpadające mi w ucho kawałki tego nurtu, a czwarty, uroczy "Convoy" z filmu, który zauroczył mnie w dzieciństwie, w jednej z sąsiednich.

14:43, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 maja 2013

Pierwsza połowa maja to tradycyjny w naszej kulturze okres wyjazdów, zwanych zresztą z tego powodu majówkami. Dorośli mają swój długi weekend w okolicach apolitycznego 2 maja, a dzieci i młodzież szkolna - nieco późniejszy, związany z terminem matur - przynajmniej oficjalnie; nie tylko na tym etapie szkolnictwa bowiem wyjazdy o tej porze roku się zdarzają. Majowe wyjazdy klasowe nad jezioro lub w góry były tradycyjnym elementem kalendarza szkolnego odkąd skończyłem 12 lub 13 lat.

Pociągnę więc wątek muzyki słuchanej dwie dekady temu. Wtedy to bowiem, będąc w wieku gimnazjalnym, udałem się z moją ówczesną klasą na ostatni wspólny wyjazd. Ech, młodzieńcze czasy. Pierwsze (no, mniej więcej) piwa pite w ukryciu, humor na poziomie gimnazjum (który jednak jakoś wtedy śmieszył), piłkarzyki i boombox, z którego raz za razem leciał ten oto kawałek:

Dość mocno ten kawałek odbiegał od moich ówczesnych gustów muzycznych, ale nie zmienia to faktu, że zapamiętałem go dobrze. Choć bliższy mym obecnym gustom Dr. Misio śpiewa, że nie pamięta imion kolegów z klasy, to jednak ja pamiętam je doskonale. I pamiętam, że boombox'em na tym wyjeździe zawiadował Sergiusz i to jego była kaseta, z której leciał "Informer".

Po zakończeniu wspólnego etapu edukacji Sergiusza spotkałem tylko raz, mniej więcej dekadę temu. Około 1 nad ranem wracałem z imprezy u Niemałej, nietrzeźwy jak to student potrafi i naszła mnie ochota na kebaba. Gdy zebrawszy się w sobie wybrałem odpowiednią pozycję z wywieszonego menu i ją, starając się mówić wyraźnie, zamówiłem, w odpowiedzi od sprzedawcy usłyszałem "Cześć!". Okazało się, że sprzedawcą tym był właśnie Sergiusz. Rozmowa się zbytnio nie kleiła, ale przynajmniej kebab był pożywny.

Jakiś czas później z popularnego portalu społecznościowego dowiedziałem się, że wyjechał do pracy na Zachód. Podobnie zresztą jak spora część mojej ówczesnej klasy. Oraz Niemała, od której wtedy wracałem. Czasem mam wrażenie, że gdy i ja postanowię wyemigrować, będę musiał zgasić za sobą światło...

A tymczasem, gdy zdarza mi się gdzieś ten kawałek usłyszeć, przed oczami mam wciąż dom turystyczny w W., z gigantycznym betonowym tarasem, salą ze stołem do pingponga, salą telewizyjną, w której oglądałem odcinek serialu "Alf" (dokładnie odcinek "Don't It Make My Brown Eyes Blue?"; pamiętam dzięki śpiewanej tam przez Alf'a piosence), długimi korytarzami, po których się goniliśmy i rzecz jasna okoliczne jezioro, wraz z pomostem, na którym to Arek wyżął mokrą koszulkę wprost na plecy opalającego się nauczyciela od WoS-u, a Marcin stracił spodnie od dresu, które wpadły do wody i zatonęły w odmętach jeziora.

All those... moments... will be lost in time, like [coughs] te spodnie Marcina w odmętach jeziora.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA