RSS
wtorek, 04 czerwca 2013

Chwilę temu wspominałem, że nie zdarza mi się ostatnimi czasy przesłuchiwać całych albumów, aż tu nie dość, że udało mi się przesłuchać całą płytę, to od razu przesłuchałem kolejną płytę tych samych artystów. A może raczej: tych samych naukowców? Wszak porządnej, opartej na źródłach rekonstrukcji muzyki bliżej do pracy naukowej niż do swobodnego, artystycznego przekazywania swych uczuć i odczuć. A długa lista współpracowników zespołu Synaulia, pełna tytułów naukowych i nazw muzeów oraz uczelni, uprawdopodabnia tezę, że jest to właśnie owa porządna rekonstrukcja.

(lista utworów dostępna na stronie producenta)

O ile pierwsza płyta poświęcona była aerofonom (nic dziwnego, patrząc na nazwę zespołu), tematem przewodnim drugiej były chordofony. Zapewne odtworzone z taką samą pieczołowitością i zaangażowaniem, dla mnie jednak nie tak samo wciągające.

Część melodii w "Sacred step" (28:04 - 30:27) grana na aerofonach przypomina mi melodię z otwierającego pierwszą z płyt Synaulii "Pavor".

Jedynym żwawy utworem na płycie jest "Syriac Dance" (30:30 - 33:38). Najwyraźniej popularność połączenia chordofonów ze żwawym rytmem to domena dopiero późniejszych czasów.

Wciągające, dość szybkie (jak na tą płytę) jest też "Cithara and Sambuca" (36:52 - 40:54)

"Tiasus" (41:01 - 44:28) ma na początku ładny, wyraźny, i żwawy rytm. Partię instrumentów dmuchanych jakbym już na tych płytach - przynajmniej częściowo - wcześniej słyszał. Z czasem utwór się rozrasta do elefantycznych wręcz rozmiarów.

Pomimo tych pozytywnych akcentów, płyta nie zachwyciła mnie tak, jak pierwsza. Jej bym nie słuchał, gdybym zwykł słuchać płyt. Za mało dla mnie na niej żwawości, za dużo "smęcenia". Na pewno jednak rozszerzyła ona mą wiedzę o muzyce dawnego Rzymu, uświadamiając mi, że żwawe aerofony to tylko jedna strona muzycznego medalu i nie tylko one w audiosferze Republiki i Cesarstwa występowały. A to naukowców bardziej powinno ucieszyć niż me estetyczne o niej wrażenie.

Tagi: Rzym
14:58, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

Zdarzało mi się już w życiu słuchać muzyki dawnej. Co więcej, zdarzało mi się słuchać dużo muzyki dawnej, przez kilka lat była to niemal jedyna muzyka, jaką słyszałem. Była to jednak muzyka nowożytna, która została (mniej lub bardziej kompletnie) zapisana, a tych zapisków zachowało się na tyle dużo, że można zacząć wysnuwać wnioski statystyczne lub próbować uzupełniać ubytki w jednym utworze częściami innych. A próby odtworzenia tej muzyki z zapisów, choć pełne wciąż błędów, dają nam przybliżone wrażenie tego, co mógł usłyszeć mieszkaniec Europy kilkaset lat temu.

Teraz zaś, w ramach wątku rzymskiego, natknąłem się na zespół, który próbuje odtworzyć antyczną muzykę rzymską, nie mając ku temu nawet tak niewyraźnych przesłanek, jak ów pisemny zapis. Znane są z malarstwa i rzeźby przedstawienia instrumentów muzycznych, ale ich strój i barwa dźwięku są zagadką, nawet mimo zachowanych późnoantycznych traktatów o muzyce. Podobnie jak poszczególne linie melodyczne, tempo gry et cetera. Wszelka próba rekonstrukcji jest więc dużo bardziej "błądzeniem we mgle" i zapewne nierzadko więcej mówi o współczesnym jej rekonstruktorze i czasach, w których żyje, niż o autentycznej muzyce sprzed dwóch tysięcy lat.

(lista utworów dostępna na stronie producenta)

Zespół "Synaulia", z tego co się zorientowałem, przoduje w temacie antycznej muzyki rzymskiej. Ich lista referencji jest okazała, a mimo to nadal zapewne w większości "błądzą we mgle". Jest to jednak błądzenie wieloletnie, w składzie samych ekspertów ds. mgły i na pewno niemałą część błędów udało im się przez ten czas wyplenić, a pułapek - uniknąć. Znacząco bardziej do autentycznej rzymskiej muzyki pewnie nigdy nie uda się zbliżyć (no, do czasu wynalezienia podróży w czasie).

Tego wszystkiego świadom, postanowiłem o tym zapomnieć, gdy przesłuchiwałem sobie płytę Synaulii "La musica dell'antica Roma vol. I - Aerofony". 

I mi się ta płyta całkiem spodobała. Jestem zwolennikiem żwawych i wyraźnych rytmów, muzyki, która raczej pobudza niż usypia. I już otwierający album utwór "Pavor" (0:00 - 2:30) mnie swym tempem i żwawością zauroczył. Kolejne "Anima Vagul" (2:39 - 5:04), choć znacznie spokojniejsze, też miało swój wyraźny, wbijający się w uszy rytm.

Podoba mi się ich wersja "Morze, nasze morze" (12:14 - 14:52). Dużo ciekawsza melodycznie i żwawsza niż nasza wersja. Aż nogi i paliczki same rwą się do wybijania rytmu.

Początek Marszu Imperialnego (14:57 - 18:30) przypomina ten z Gwiezdnych Wojen.

Całkiem fajne jest "Pompei" (27:52 - 30:53), ciekawa i wciągająca minimalistyczna "Fortuna" (41:55 - 42:55).

Wciąga wyłącznie bębniarska pierwsza część "Tympanum" (48:14 - 50:10). Potem jest chwila przerwy i znów zaczyna się żwawo bity rytm (do 51:39).

Pozostałe utwory też były niczego sobie i niewykluczone, że gdybym zwykł słuchać muzyki z płyt lub odtwarzaczy mp3 regularnie, to wsłuchiwałbym się w tą wielokroć. Nie mam jednak takiego zwyczaju, więc mimo mego całkiem sporego zachwytu pewnie okazji, by wryła mi się bardziej w pamięć, mieć nie będę.

Tagi: Rzym
01:12, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 maja 2013

BBC Audio Lindsey David Poseidon's Gold

Nothing is legit in Alexandria.
[BBC's "Poseidon's Gold" based on Lindsey Davis' novel]

I just cannot wait until the day comes when two popular movie trends: historical movies and dumb comedies will merge as the next sequel of "The Hangover" will take place in ancient Alexandria ("four Roman citizens go to Alexandria for a series of drunken adventures"). I just cannot wait to see the movie poster with Polish translation of the title - "Kac Alexandria" - in a cinema near me. When I see one, I'd be happy that my Roman quest has ended and I have no obligation to see the movie. However the fart and defecation jokes there presented might be close to the actual humor of the ancient Roman comedies.

Tagi: Rzym
20:19, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA