RSS
poniedziałek, 30 września 2013

"Jestem w słusznym wieku", zauważył ostatnio Nieogolony, mój rówieśnik. Wygląda więc na to, że i ja jestem. A pewną ku temu przesłanką jest fakt, że archiwa mych zapisków sięgają już (nieco) ponad ćwierć wieku. Nieraz już wspominałem, że muzyki raczej słuchałem, niż słucham jej obecnie, a pewnym tego skutkiem jest ostatnio z archiwów wygrzebana lista przebojów, którą stworzyłem ćwierć wieku temu - znalazłem ją we wpisie datowanym na 9 września 1988 roku i prezentuje się ona - a raczej: one, dla porównania obok podałem listę miesiąc starszą, choć traktowałbym ten równy miesiąc różnicy między nimi raczej jako zabieg stylistyczny - następująco:

(skróty po nazwie zespołu oznaczają rodzaj granej muzyki: R. to rock, H.R. to hard rock, H.M. to heavy metal, T.M. zaś to thrash metal)

Pierwsze miejsce na liście Judas Priest zawdzięcza zapewne niewiele wcześniej nagranemu albumowi "Ram It Down", który z ówczesnym podejściem do poszanowania praw autorskich "Trójka" lub jakaś inna stacja nadała w całości, pozwalając ją sobie nagrać na kasetę. Obecnie odsłuchanie fragmentów utworów z tej płyty nie przypomniało mi w żaden sposób, który z kawałków zdobył me ówczesne uznanie. Prawdę mówiąc, jedyny, który w ogóle określiłem jako "o, kiedyś to już słyszałem", to "Turbo Lover" z ich poprzedniej, wydanej w 1986 roku, płyty "Turbo", może więc to ją w radio wtedy nadali. Niestety, urok ówczesnego nagrywania płyt z radia przy absolutnym braku znajomości angielskiego był taki, że jedyne, co udało się o płycie dowiedzieć, to nazwa wykonującego zespołu - a i to nie zawsze. Reszta informacji niestety przepadała. Płyta ta, niezależnie od jej tytułu, wtedy jednak musiała zawładnąć mą duszą, skoro przez okres wakacji Judas Priest wciąż utrzymywał się na pierwszym miejscu listy.

Podobnie jest z AC/DC, pamiętam, że był to album nagrany na całej stronie B pierwszej nagrywanej przeze mnie kasety, o nieznanym wtedy tytule. Obecnie przesłuchanie płyt zespołu najbardziej znajomym uznało album "Back in Black", zwłaszcza drugą stronę (dzwonów rozpoczynających rozpoczynające album "Hells Bells" nie pamiętam nijak; gdybym wtedy je usłyszał, nie uznawałbym początku "For Whom The Bell Tolls" MetallicI za jedyny taki przypadek). Nic mi wtedy nie było wiadomo o cezurze 19 lutego 1980 roku, nie wiem więc nawet, czy "na wokalu grał" Bon Scott, czy już Brian Johnson - z puszczanych w telewizji wtedy teledysków był w mej wyobraźni od zawsze tylko jeden wokalista AC/DC, którego kaszkiet i burzę włosów każdy zna jako nieodłączną część Briana Johnsona. 

Z trzecim na liście zespołem Iron Maiden takiego problemu nie mam - od zawsze najbardziej mi się podobał album "The Number Of The Beast" z 1982 roku. Ćwierć wieku wśród okolicznych "metalowców" krążyła przegrana kaseta z albumem i ksero ksera ksera oryginalnej okładki. Ksero wciąż było na tyle wyraźne, bym nie tylko poznał tytuł albumu, ale nawet i poszczególnych piosenek, wraz z czasem ich trwania (obrazek na okładce był już zbyt nieczytelny, by cokolwiek móc wtedy o nim powiedzieć). Po dziś dzień pozostaje to jedyny album Iron'ów, który przesłuchałem w całości. A utworem, który ćwierć wieku najbardziej przypadł mi do gustu był bezdyskusyjnie "Run to the Hills":

Nijak za to nie pamiętam tytułu piosenki SCORPIONS'ów, która zajęła miejsce czwarte. Była to bowiem jedna tylko, nagrana z radia, piosenka. Dwa dni po mej liście, 10 września 1988 roku, na 340 notowaniu Listy Przebojów Programu Trzeciego, 11. miejsce zajęła ich piosenka "Rhythm Of Love", na pewno więc miałem okazję ją słyszeć chwilę przed sporządzeniem listy i wydaje się uchu znajoma - ale wysokie miejsce tej samej piosenki miesiąc wcześniej eliminuje ją z podejrzanych. Ponadto, piosenka ta była nagrana na stronie A pierwszej lub drugiej z mych kaset, a one nagrywane były jeszcze w 1987 roku. Z listy utworów Scorpions'ów, które zapisały się w annałach Listy Przebojów Programu Trzeciego, jedynie "Still Loving You" (a raczej jego żwawsza część), debiutujące w marcu 1984 roku, does ring a bell.

Anthrax. Doskonale pamiętam, jak z Wojtkiem T. siedzieliśmy na murku pod lasem i pokazywał on właśnie co otrzymaną na Komunię kasetę Anthrax'u. Dyskutowaliśmy wtedy, czy jest to heavy, czy thrash metal - dla mnie oczywiste było to drugie (bo gdzieś, od kogoś tak usłyszałem), a Wojtek, pokazując na polskiej, na wpół zapewne legalnej, okładce albumu "State of Euphoria", dopisek "Heavy Metal". Tłumaczyłem mu, że ten, kto to u wydawcy pisał, mógł się nie znać, ale dla niego słowo pisane było ważniejsze niż moje argumenty. Miło więc wiedzieć, że obecna Wiki podziela mój punkt widzenia. Działo się to jednak w drugiej połowie maja 1989 roku, więc grubo po powyższej liście i moje zainteresowanie Anthrax'em należało już do przeszłości ("Anthrax? That's so last year, man."). Piosenka lub piosenki, które umiejscowiły Anthrax na stałym piątym miejscu pochodzić musiały więc z któregoś z trzech pierwszych albumów kapeli. Ponownie, nie zapisałem nigdzie żadnego tytułu, ale odpalony jako pierwszy z brzegu kawałek "Indians" z albumu "Among the Living" z 1987 roku przypomniał mi, czym Anthrax zdobył mą sympatię: żwawym rytmem.

Van Halen był raczej ulubionym zespołem Mr. Urano Dux'a, jednak miałem nagrane jedną ich piosenkę na drugiej stronie drugiej z mych kaset. Tytuł nigdy nie został mi przekazany, ale wśród utworów, które dotarły na numerowane miejsca LPPT, najlepiej kojarzę kawałek "Jump!" - choć bardzo niewykluczone, że z późniejszych czasów:

Całą trzecią kasetę zajmował album "...And Justice For All" zespołu MetallicA - dokładnie całą, a i to było za mało, bo album liczy 65 minut, a ja nagrywałem na popularną "60-tkę". Nagrywałem w domu braci M., bo i oni mieli wieżę z radiem, ale akurat nie mieli wolnych kaset. Okładkę zrobił mi Blackfire, logo MetallicI, niebieskie błyskawice i żółty piorun (dużo bardziej by pasowała do "Ride the Lightning"). Wtedy jakoś ten album nie zdobył mej sympatii i bardziej słuchałem go parę lat później, na fali zauroczenia "Czarnym Albumem", ale i wtedy się z nim zapoznałem, a najbardziej chyba spodobał mi się "Harvester of Sorrow":

Ósme miejsce zajmuje UDO - zespół założony w 1987 roku przez właśnie co odeszłego z ACCEPT współzałożyciela i wokalistę. Nawet nie miałem tej piosenki nagranej na żadnej swej kasecie, ale miał Mr. Urano Dux i gdy razem słuchaliśmy muzyki, nieraz ją puszczał. Musiał być to któryś z utworów dwu pierwszych albumów, wydanych w odstępie dwu miesięcy. Nie odróżnię już teraz który dokładnie, ale obecnie najbardziej swojsko brzmi mi w uszach "Go Back To Hell" z pierwszej płyty:

Poprzedni projekt Udo Dirkschneider'a, ACCEPT, spadł w mych notowaniach, gdy pojawił się jego wówczas najnowszy projekt. Tytułu utworu wtedy również nie poznałem i nie zapisałem, ale będące na pierwszym miejscu LPPT w ostatnim notowaniu 1985 roku "Metal Heart" wydaje się mniej mi znajome niż "T.V. War" z połowy 1986 roku. Bardziej też, co dziwne (może Blackfire miał ją skserowaną?), kojarzę okładkę albumu "Russian Roulette" niż "Metal Heart": 

Zespołu SAXON też miałem nagraną tylko jedną piosenkę, na drugiej z mych kaset. Przez jakiś czas mylili mi się z VAN HALEN, bo ich piosenka była obok ich na kasecie. Prawdę mówiąc, przestałem ich słuchać niewiele później, a ostatnia myśl o tym zespole przeleciała przez mój umysł, gdy 15 lat temu sączyłem piwo w nieistniejącym już pubie "SAXON" na Długim Pobrzeżu w Gdańsku. Nie grali wewnątrz jednak utworów kapeli, lecz jazz, co zresztą wtedy mi odpowiadało.

Na koniec dodam jeszcze, że trzech wykonawców, którzy załapali się na "listę sprzed miesiąca", znalazło się tam z dwu powodów: po pierwsze, nie znałem przed wakacjami aż tylu zespołów metalowych, by zapełnić całą dziesiątkę, po drugie - podobały mi się ich teledyski. Uroku teledysków Samanthy Fox nie trzeba tłumaczyć żadnemu dziesięciolatkowi, u Micheala Jacksona nad wyraz podobał mi się teledysk do "Bad", tak cudownie sparodiowany przez Weird Al'a Yankovic'a, a teledysk A-HA, który mnie zauroczył, jest już dziś klasyką:

wtorek, 24 września 2013

Prawdę powiedziawszy, przeciwnie podsłuchiwałem przekomarzanki pary prowadzących przeszłotygodniowy program Potrójnego Pasma Przenoszenia - praca przeszkodziła. Posmutniawszy powyższą przyczyną, pragnąłem przynajmniej poznać pomysł przewodni programu. Przeglądałem pajęczynę - patrzę, plan piosenek programu. Piosenka po piosence, pierwszym punktem pisma pozostaje "P". Pomyślałem: pomysłem przewodnim piosenki poczynające po "P". Przeciwnie posiadam pewność prawdy powyższego, pomimo powyższego poniższe pisanie pozostanie pod podanym pomysłem.

Pierwszym pomyślunkiem (patrz: Pratchett) pozostała początkowa piosenka programu pełnego przygód "Peppy Pig". Powyższa prosiaczka pozostawała przez pełne pełnie przebojem pierwszego potomstwa, poznałem przeto piosenkę początkową plus pełny półświatek pełen postaci posiadających podwójne ponad-podobne początki przezwisk (patrz: Pedro Pony). Przygody posiadają pełno pięknych puent. Płomiennie polecam posiadaczom potomstwa!

Ponadto przypomniałem pierwszej personie pojedynczej piosenkę "Polly" prezentowana podczas przedstawienia pozbawionego prądu pewnego popularnego programu piosenkowego. Poznałem piosenkę (plus przedstawienie) przeszło piętnaście Perseid temu, pośród przeszłości posiadacza pudła pełnego programów. Prawdę powiedziawszy, przedstawienie posiadało pozostałe piosenki posiadające predyspozycje puszczenia pośród programu pary prowadzących - przykładami "Plateau" plus "Pennyroyal ...", podówczas preferowana.

Po paru porankach, przemyśliwując program potencjalnych piosenek, pośród podsłuchiwanego pasma przenoszenia przypadkiem postrzegłem piosenkę "Passenger". Przesłuchałem parę piosenek pana Popa, prezentowanych pośród piosenek produkcji projektorowej "Podglądanie pociągów". "Passenger'a" poznałem później, podczas pierwszego pokładania. Pośrodku psot partnerka przerwała, podniosła palec, "Psst!" - powiedziała - "posłuchaj, puszczają "Passenger"-a!". Prawdziwie powiedziała, puszczali pośród playlist'y pobliskiej potańcówki. Po podobnym przeżyciu, persona potrafi pamiętać piosenkę przez pełne późniejsze przebywanie. Ponadto przeszła partnerka pozostawała podówczas poetką, popełniła później poezję pt. "Pozostaję pasażerem". Przeto personalnie piosenkę pamiętam, przeto prezentuję powyżej.

Powyższe przykłady pora przerwać - pomysły piosenek ponadto przestały przychodzić. Przeto prezentowany powyżej personalny plan piosenek posiadających początkowe "P" pozostaje poniższym pozostawić pełnym.

Tagi: Mann&Gacek
08:11, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 września 2013

Odcinek poświęcony częściom ciała zacząłbym od klasyki, czyli utworu Monty Pythona. I to nawet nie od tego chyba najbardziej znanego, poświęconego penisowi, lecz od utworu o nogach. Usłyszałem go pierwszy raz wraz z wieloma innymi, w tym utworem "Oliver Cromwell, Lord Protector of England, ...", na płycie "Monty Python sings" zakupionej około 16-17 lat temu. Płyta cieszyła się niezmiernym powodzeniem wśród mych znajomych i szybko pożyczona, po dziś dzień do mnie nie wróciła. Na szczęście komuś udało się ją przetworzyć na pliki mp3 i te pliki łaskawie mi udostępnić. Sam utwór zaś, jak po raz pierwszy widzę, był wykonany na występie Pythonów w Hollywood Bowl.

Gdy tylko słyszę kogoś mówiącego o palcach w języku angielskim, od razu w myślach dodaję sobie, że "they call them digits, or technically they're known as the "philanges". A wiem to dzięki Crash Test Dummies. To jeden z tych zespołów, których słuchaną płytą się zachwyciłem, ale nie skłoniła mnie ona do kupna kolejnych. Albumu "God shuffled his feet" słuchałem jakieś 19 lat temu przez kilka dobrych jesiennych tygodni i zapewne swego czasu poświęcę mu osobny wpis. Wtedy mym uznaniem cieszył się zwłaszcza czwarty utwór ze strony A i gorąco ubolewałem, że tylko trzy pierwsze utwory (tytułowy "God shuffled his feet", "Afternoons & Coffeespoons" i najbardziej znany "Mmm Mmm Mmm Mmm") dorobiły się teledysków puszczanych w MTV, a ów czwarty już nie. Słuchałem jednak płyty w całości i spodobała mi się niemal cała, jedynie wspomniane "Mmm Mmm Mmm Mmm" i "Two knights and maidens" niezbyt przypadły mi do gustu. Więc gdy tylko usłyszałem temat "Części ciała", w głowie pojawił mi się ów fragment utworu "Here I stand before me". 

I to w sumie wszystko, co mi do głowy przyszło, poza mającymi część ciała tylko w nazwie "Head over feet" Alanis Morisette, "Eye of the Tiger" i przerobionym przez Monty Pythonów hymnie "Jerusalem", który do jakichkolwiek części ciała (stóp lub zębów) odnosi się tylko w pierwszym wersie.

Za to zaprezentowany na początku audycji przez ɺedaktoɺ Gacek żwawy utwór o brzuszku rekina przypomniał mi słuchaną ze 22 lata temu płytę "Shark Attack" zespołu "Wehrmacht". Aż zajrzałem w otchłań internetu, by ją sobie przypomnieć - w niektórych piosenkach przewalają się części ciała, na przykład te odgryzane przez rekina. Nie jest to może więc dzieło zbyt mocno nawiązujące, ale wzorem inspiratorki poszukiwań nie zawaham się odejść nieco od tematu, by móc je zaprezentować - bo lepszej okazji może już nie być.

Tagi: Mann&Gacek
06:49, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA