RSS
wtorek, 22 lipca 2014

Listę piosenek o wszystkim zacznę od klasyka, czyli Jimi'ego Hendrixa i jego cover'u "All Along The Watchtower", utworu stworzonego przez Boba Dylana. Gdy mniej więcej dwie dekady temu zacząłem zagłębiać się w muzykę lat 70-tych, nie sposób było mi nie natrafić wcześniej czy później na twórczość Hendrixa. Poznałem z niej tylko kilka wybranych utworów, wśród których był i ten i to właśnie utworu wykonanie jest dla mnie naturalnym, oryginalne wykonanie Dylana po raz pierwszy usłyszałem kwadrans temu, a kilku tuzinów innych interpretacji jeszcze przesłuchać nie miałem czasu ni okazji. 

Jeden z utworów Hendrixa był na wspominanej tu nieraz składance "Children of the Revolution", na której znalazło się kilka utworów "o wszystkim", m.in. "Gdzie podziały się wszystkie kwiaty?", czy "Wszyscy młodzi goście". Znalazł się tam też utwór o podobnym do pierwszego na liście tytule - "All Around My Hat" w wykonaniu Mott the Hoople, kończący całą składankę. Utwór już co prawda prezentowałem w tym cyklu, ale jak rzekł Ben Akiba - wszystko już było.

Otwierał ową składankę zaś inny utwór o wszystkim - "All Right Now" zespołu Free, który w odcinku poświęconym piosenką o wszystkim rozpocznie dział piosenek o tym, że wszystko będzie dobrze. 

Pozostając w klimatach 70-tych, ten podzbiór uzupełnia "Everything's Alright" z musicalu "Jesus Christ Superstar", który ostatnio tu wspomniałem, a wieńczy utwór o nad wyraz podobnym tytule - "Everything's Gonna Be Alright" Boba Marley'a. Utwór był już tu wspominany, ale jak rzekł Ben Akiba - wszystko już było, więc powtórka (z rozrywki) nie jest tu niczym nie na miejscu.

Z działu piosenki optymistycznej przenosimy się od razu na drugą stronę barykady. Istnieje akronim "SNAFU", który poznałem wiele lat temu dzięki trylogii Illuminatus! (ISBN: 83-7120-011-083-86530-62-683-7150-035-1), rozwijający się w mało optymistyczną frazę "Situation Normal: All Fucked Up". Trudno ładnie przetłumaczyć ją na polski, nie zmieniając pięcioliterowego TLA. O ile dwa pierwsze słowa tłumaczą się dość naturalnie, a ładne tłumaczenie dwu ostatnich ("Fatalnie Upierdolona") słyszałem przeszło pół życia temu, o tyle środkowe "A", oznaczające właśnie słowo "All", czyli tytułowe wszystko, stanowi problem. Zasłyszane pomysły, by wstawić na to miejsce polskie słowo "Ale" całkowicie zmieniają wydźwięk terminu. Akronim idealnie oddaje ideę Wielkiego Koła Życia, nic więc dziwnego, że jest popularnym tytułem dla piosenek.

Pierwszy z dwu utworów w tym podzbiorze wykonuje Vanilla Ice z udziałem Jimmy'ego Pop'a (ciekawe, czy jakaś rodzina Iggy'ego). Rytm na samym poczatku utworu przypominał mi ten z "The Story of Bo Diddley" zespołu The Animals, potem utwór potoczył się jednak inaczej. Nie powiem może od razu, że gorzej, ale na pewno nie powiem, że lepiej. Drugi zaś z wybranych ze stosu zespołów, płyt i piosenek zatytułowanych "SNAFU" utwór to kompozycja amerykańskiego jazzmana Yusefa Lateefa. Ponoć o jazzie się nie pisze, jazzu się słucha, więc without further ado:

Ciągnąłbym tą listę jeszcze dlużej, ale chcąc zdążyć ją zakończyć przed końcem wtorku jestem pod presją czasu. Nie jest to zresztą odosobniona sytuacja, zwykle żyję - jak i, myślę, większość populacji - pod presją czasu. Życie nasze toczy się wokół czasu i wokół zegara - "All Around The Clock". Podobnie jak i dwu poprzednich, nie słyszałem wcześniej, przed rozpoczęciem tworzenia tej listy, prezentowanego na zakończeniu utworu. Nie jest też jakoś szczególnie porywający (choć sam refren jeszcze nieco buja), ale zafascynowała mnie postać Dirty'ego Frost'a, czyli tego białasa, co się buja w tle teledysku. Jego uroczo pocieszna twarz doskonale obrazuje mego TAŻ-a, że gdy biały ubiera się i stara zachowywać jak czarny raper, by wyglądać bardziej cool, czy groźnie, zamiast tego wygląda zazwyczaj jak straszny ciapciak.

Tagi: Mann&Gacek
23:10, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 lipca 2014

Lista przebojów z dnia 8 lipca 1989 roku.

Pierwszą od dłuższego czasu listę przebojów wyraźnie zdominowały utwory z kasety "Metal Attack 88", którą dostałem w prezencje imieninowym od ojca kilka dni wcześniej. (Mówcie co chcecie o pozytywach współczesnego wychowania, ale jaki rodzic dziś kupuje kasetę heavy-metalową 11-latkowi? A jaki rodzic chrzestny kupuje dziś "Szninkla" 11-latkowi? No właśnie.) Spośród ośmiu zawartych na niej utworów na liście znalazły się wszystkie, zajmując miejsca w TOP11 i będąc na listach niemal jedynymi przedstawicielami polskiej sceny metalowej. Choć moja fascynacja tym albumem nie trwała za długo, akurat w okresie tworzenia listy ta kaseta leciała z mego magnetofonu raz za razem i tych utworów słuchałem, w kolejności z tej właśnie kasety. Jakość dźwięku, mam wrażenie, pozostawiała wiele do życzenia - na tyle, że łatwiej mi było wtedy zrozumieć refren anglojęzycznego utworu niż teksty obecnych na albumie piosenek. Trochę tłumaczyć to może fakt, że była to składanka koncertowa, ale przez ten brak zrozumienia teksty były dla mnie zagadką i nie nabrałem nawyku nucenia ich.

Między polskimi nowościami zostało trochę miejsca dla zachodniego metalu, którego słuchałem zazwyczaj. Na miejscu drugim znalazł się utwór "Welcome To Your Death" kapeli Annihilator. W odróżnieniu od "Metal Attack 88", ta kaseta towarzyszyła mi długo i nią zafascynowany przez kolejne lata kupowałem i słuchałem intensywnie kolejnych płyt kapeli Jeff'a Waters'a, aż po kres mego zainteresowania metalem. A z tej płyty najbardziej właśnie spodobało mi się szybkie i żwawe "W.T.Y.D. (Welcome to Your Death)". Nuciłem sobie wtedy refren, który łatwiej było mi zrozumieć i zaśpiewać niż polskie teksty sąsiadujących na liście utworów i który do dziś w mej głowie czasem brzęczy, tak jak czasem słyszę w myślach kilka taktów z późniejszych płyt kapeli.

Na miejscu trzecim - Wehrmacht, bez konkretniejszego wskazania utworu. Znane mi były w życiu dwie płyty Wehrmachtu - "Shark Attack" z 1987 roku i "Biermacht" z 1988 roku, lecz bez tytułów poszczególnych piosenek. Już wspomniany "Shark Attack" poznałem zresztą później i wraz z przegraniem kasety skserowałem sobie ksero ksera okładki kasety - ale tylko przodu, gdzie tytułów utworów nie było. "Biermachtu" słuchałem nie mając nawet okładki. Jestem przekonany, że do gustu przypadł mi utwór pochodzący z drugiej z tych płyt. Ponieważ nie mam pojęcia który, poniżej pacyfistyczny w swej wymowie utwór "Drink Beer Be Free":

Na miejscu czwartym - wspominany ostatnio Bulldozer. Choć utwór też ma imię "Ilona" w tytule i, co potwierdza wokalista, opowiada nawet o tej samej osobie, pochodzi z trzeciej płyty zespołu (nazwanej dla niepoznaki "IX"), a nie z czwartej, a pełen tytuł brzmi "Ilona The Very Best". Tekst opowiada o przygodach Ilony Staller, ps. Cicciolina, zanim została włoskką parlamentarzystką. Nie byłem wtedy (i nie jestem teraz) koneserem twórczości Ciccioliny, trudno mi więc orzec, na ile opisane perypetie są wyolbrzymione, a na ile można je poprzeć materiałem   filmowym, ale żwawe tempo sprawiło, że piosenka spodobała mi się wtedy i bez znajomości tekstu, czy świadomości, o czym opowiada.

Za wszystkimi utworami z kaset "Metal Attack 88", dodałem cztery zespoły, bo wydawało mi się wtedy, że lista 15 zespołów ma większy sens niż lista 11 zespołów. Zestaw zamykających listę zespołów otwiera Anthrax ze wspomnianym już utworem "Indians":

Tuż za Anthraxem kolejna ikona thrash metalu - MetallicA. Tym razem do gustu przypadł mi utwór "Blackened" z "...End Dżastiski". W odróżnieniu od wielu innych zespołów, które zauroczyły mnie jednym utworem, ciągle się przez listę pojawiającym, z twórczości MetallicI do gustu przypadło mi ich wiele, stąd też ciągle nowe utwory z ich twórczości tu się pojawiają.

Na samym końcu - pojawiający się na liście już kilka razy Slayer, a za nim - Megadeth. Nie miałem nagranego żadnego kawałka kapeli, słuchałem ją tylko u braci M. Straszy z nich miał też stronę z gazety z wywiadem z Dave'm Mustaine, dzięki czemu wiedziałem, że jest on rudy ćwierć wieku temu - gdyby nie ona, dowiedziałbym się o tym dopiero dwa tygodnie po liście, gdy w centrum Gdyni rodzice kupili mi przypinkę z logiem tego zespołu, na której wyraźnie odznaczał się kolor włosów lidera.

fragment zapisków z 21 lipca 1989 roku

Wywiad nie był otoczony artykułem przybliżającym postać lidera zespołu, dzięki czemu o tym, że opuścił był on MetallicĘ dowiedziałem się kilka lat później. Byłem wtedy fanem MetallicI, więc natychmiast wywołało to we mnie złe o nim zdanie. Ćwierć wieku temu byłem jeszcze tego nieświadom, więc Megadeth załapał się na listę. Na pewno słyszałem ich płytę "So Far, So Good... So What?", bo spośród wydanych do owego czasu płyt, tylko nazwę tej kojarzę. Tytułu utworu jednak dziś już nie dojdę, więc na zakończenie - utwór "Hook in Mouth", który, jak wyczytałem na poświęconej mu stronie Wikipedii, powstał w odpowiedzi na oznaczenie poprzedniej płyty Megadeth znaczkiem "Parental Advisory" przez pragnący ograniczyć dostęp dzieci do muzyki "pełnej przemocy lub seksualnej sugestywności" komitet Parents Music Resource Center. I choć zapewne kierowały założycielkami dobre chęci, to jednak cieszę się, że wychowałem się, zanim ich ustalenia stały się obowiązującą normą - teraz pewnie nie dostałbym pełnej przemocy i sugestii seksualnych kasety "Metal Attack 88" na urodziny.

wtorek, 01 lipca 2014

Ucieszyłem się z zapodanego przez mą ulubiona parę prowadzących motywu ich audycji ponad miesiąc temu. Wszak na co dzień słucham radia, które puszcza przede wszystkim muzykę filmową, a i filmów nieco w życiu obejrzałem, więc lista ta może być nad wyraz długa. By ją ograniczyć, uznałem za Kasią Nosowską, że "piosenka musi posiadać tekst", czym wyeliminowałem utwory instrumentalne, w tym "Concerning Hobbits" i czołówki seriali. Nie wszystkich co prawda - taki "Tropical Heat" mógłby się tu znaleźć, gdyby nie to, że już w tym cyklu był prezentowany, a takie piosenki też z listy wykluczyłem. A potem stwierdziłem, że nadal zostało piosenek tyle, że zapewne temat jeszcze powróci w kilku częściach i zapomniałem w o wszystkich ograniczeniach.

Wybór zacząłem od utworu w sam raz na poranek pierwszego dnia lipca i tym samym drugiego półrocza. Pogoda za oknem idealnie pasuje do pogody za oknem śpiewających protagonistów, wyraźnie wyeksponowanej w tytule "Singing in the rain". Swego czasu byłem pod mocnym wrażeniem tego filmu i wielokroć oglądałem go z kasety VHS - rzadziej cały, częściej niektóre sceny musicalowe i piosenki - tak jak właśnie powyższa. Zastanowiło mnie, że wszyscy kojarzą Gene'a Kelly'ego jako występującego w scenie tytułowej i tylko jego, a nie innych aktorów, którzy też fantastycznie tańczą. Jak widoczny w tej scenie (musiałem nazwisko znaleźć w Internecie) Donald O'Connor, grający Komicznego Side-Kicka, pokazujący więcej tanecznego talentu niż Gene Kelly, na przykład w scenie do innej ładnej piosenki "Make Them Laugh":

Przez chwilę miałem pomysł, by listę ułożyć chronologicznie. W 1970 roku ukazał się film "M.A.S.H.". Nie widziałem (ponoć niezły), ale regularnie oglądałem serial na jego podstawie. Przykuwała me ucho melodia w czołówce serialu. Słów w niej brakło i byłbym jej tu nie umieścił, gdyby nie zasłyszana w wywiadzie z reżyserem historia o tym, że istnieje do niej tekst i napisał go 14-letni wówczas syn reżysera. Piosenka - muzyka i tekst - została nazwana "Suicide is painless" i obłożona prawem autorskim, a dzięki jej popularności ponoć syn reżysera zarobił na tantiemach o wiele więcej niż sam reżyser na nakręceniu filmu. Dzięki temu tekstowi nastolatka piosenka znaleźć się może tutaj:

Pozostańmy na chwilę w latach 70-tych. W czasie tej dekady zostały zekranizowane dwa powszechnie znane musicale: "Jesus Christ Superstar" i "Hair". W tej pary dużo bardziej bliższy jest mi pierwszy: po obejrzeniu go w którejś z chimerycznych stacji telewizyjnych, kupiłem sobie kiedyś kasetę magnetofonową ze ścieżką dźwiękową do niego i przez kilka tygodni regularnie jej słuchałem. "Hair" zaś przy pierwszym oglądaniu mnie odrzucił - co dziwne, głównie śmiercią głównego bohatera, która nie odrzuciła mnie od "JCSS". Jednak z "JCSS" nie potrafię wybrać jednego tylko utworu - choć może nie umieszczałbym tu od razu wszystkich piosenek, to wybór między "Everything's Alright", "This Jesus Must Die" czy "Heaven on their Minds" - że wymienię tylko te, które natychmiast mi się przypomniały - jest wręcz niemożliwy. Tak więc poniżej całość "Jesus Christ Superstar", jako jedna bardzo długa i zróżnicowana piosenka filmowa:

Z konkurencyjnego zaś musicalu "Hair" jedyna piosenką, której melodię po obejrzeniu wciąż kojarzę jest "Aquarius", parę lat temu przeze mnie pod nosem nucone, gdy w sąsiedztwie pojawiło się dużo dzieci urodzonych w astrologicznym bądź astronomicznym znaku Wodnika. Uznałem jednak, że bardziej pasuje tu mniej znana (słusznie, bo nie jest tak porywajaca) piosenka tytułowa:

Z dekady lat 80-tych nie może zabraknąć Braci Bluesa, a z nim - niezapomnianego żywiołowego wykonania "Everybody Needs Somebody to Love". Choć bywały w mym życiu momenty, że ten pozytywny kawałek wywoływać na mej twarzy minę niczym u słuchacza "Stand By Your Man", to zwykle jego usłyszenie daje mi duży zastrzyk energii i chęci do życia:

Z lat 90-tych wybieram film "Hudson Hawk". Ta doskonała komedia sensacyjna z Bruce'm Willis'em opowiada perypetię zdolnego w swym fachu złodzieja, który swe akcje ustala pod czas piosenek, które nuci podczas aktów rabunku i kradzieży. Film spodobał mi się na tyle, że będąc w Anglii przeszło dwie dekady temu zakupiłem grę na jego podstawie, którą później Blackfire shackował i wypuścił na polski rynek. Taki to miałem, również niezgodny z przepisami, wkład w historię polskiej komputeryzacji. A poniżej jego (i jego kompana) akcja do muzyki i słów "Swinging on a star", która też pochodzi z filmu "Gong My Way" z 1944 roku:

Z lat 90-tych też pochodzi film "Mortal Kombat", z które ścieżka dźwiękowa wpierw rozbawiła nas z Nieogolonym, gdy poszliśmy w ramach poniedziałkowych wagarów na ten film do kina, a której potem słuchałem dość regularnie, bo strasznie spodobała się Czarnej-Białej. W niektórych kawałkach tekst był, gdzie indziej go nie było, ale wszystko tworzyło dość spójną całość - łomot godny tego na ekranie, z wyraźnym rytmem do tupania nogą lub robienia uppercut'a. Poniżej więc cały soundtrack, skoro dziś nie krępuję się przez puszczaniem długich utworów i zestawów:

Z filmów już zaś nad wyraz nowych, z tego stulecia listę (a przynajmniej dzisiejszą jej część) zakończy utwór stary, z lat 50-tych, ale wykorzystany w filmie "Incepcja" z 2010 roku. Nie dość, że się tam pojawiła, to - stanowiąc ważny element filmu - pojawiła się w kilku, coraz bardziej zwolnionych wersjach. Takie potraktowanie piosenki w filmie jest czymś nowatorskim, ale zacnym. Niekoniecznie od razy godnym naśladowania za wszelką cenę, ale pozwalającym spojrzeć inaczej na temat miejsca i roli piosenek w filmach:

Tagi: Mann&Gacek
08:54, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA