RSS
wtorek, 10 czerwca 2014

Gdy usłyszałem temat audycji pary prowadzących - "Piosenki o zmęczeniu" - natychmiast zabrzmiały w mej głowie słowa i melodia utworu "Venus in Furs". W oryginale zagrana i zaśpiewana na ich debiutanckiej płycie przez The Velvet Underground, jednak ja poznałem ją w wykonaniu Nieogolonego, na jedną gitarę akustyczną oraz nieco przepity i przepalony głos, niecałe dwie dekady temu. Zamiast skupiać się na tekście zwrotek, opowiadających marzenia masochisty-estety, w pamięci mej zapisał się refren, który, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch pierwszych wersów ("I am tired, I am weary / I could sleep for a thousand years."), nuciłem sobie w kolejnych latach dosyć często, zwłaszcza w czasie sesji w okresie studenckim. I temat natychmiast cały ten refren, a wraz z nim piosenkę, mi przypomniał.

Na wspomnianej już płycie Billy'ego Joel'a "River of Dreams" wątek zmęczenia pojawia się dwukrotnie. W piosence tytułowej, podmiot liryczny jest zmęczony i już nie chce dalej chodzić nad ową rzekę snów, w utworze "Shades of Grey" zaś podmiot liryczny jest już stary i zmęczony ciągłym wojowaniem. Ponieważ utwór tytułowy już prezentowałem, teraz kolej na "Shades of Grey", utwór opowiadający o tym, jak to wraz z wiekiem świat dla człowieka przestaje być czarno-biały, a ów zaczyna dostrzegać tytułowe odcienie szarości. Pamiętam, że zdziwił mnie nieco ten tekst, bo choć miałem dopiero 17 lat słuchając tych strof, już od dawna dostrzegałem odcienie szarości wszędzie wkoło i bardziej się identyfikowałem z podmiotem lirycznym już podstarzałym i mądrzejszym swym doświadczeniem, nawet jeżeli jest to mądrość nieuświadomiona, skutkująca paradoksalnymi słowami "The more I find out the less that I know". Nie zaprzeczałbym jednak prawdziwości tekstu w ogólności - moi równolatkowie wtedy świat widzieli wyłącznie w bieli i czerni, czym nierzadko mnie irytowali, nie dostrzegając i nie pozwalając sobie przyswoić argumentów kłócących się z tą ich wizją świata. Nie wiem jedynie, czy to cecha była ich, czy ich wieku - obecnie nadal zdarza mi się dyskutować z równolatkami posiadającymi czarno-białą wizję świata, mimo że i ja i oni jesteśmy już dwa razy starsi. Połudziłbym się z chęcią, że może więc wciąż jestem za młody i może dopiero jak będę kolejne dwa razy starszy, równolatkowie moi dostrzegą więcej aspektów każdej sprawy, niestety jeden z mych TAŻ-y głosi, że ludzie z wiekiem coraz bardziej zasklepiają się w swych ścieżkach myślowych i coraz trudniej ich z tych kolein wydobyć. Ale nie mogę wykluczyć, że się w tej kwestii mylę.

Można być zmęczony robieniem czegoś, można - nie robieniem, jak podmiot liryczny utworu "Longview" kapeli Green Day. Utwór ten jednak niedawno prezentowałem, nie będę się więc tak jaskrawo powtarzał. Zamiast niego więc - "The Unforgiven" MetallicI z jej "Czarnego Albumu", którego intensywnie słuchałem przeszło dwie dekady temu. Tekst opowiada o życiu człowieka, który rodzi się, brnie przez życie, staje się zgorzkniały i zmęczony, by w końcu umrzeć. Tekst doskonale uzupełnia teledysk, pokazujący w czerni i bieli jak ów człowiek, młodym jeszcze będąc zaczyna w ścianie swej celi ryć okno, przez które będzie mógł się z niej wydostać, a gdy to okno ryć kończy jest już zbyt stary i zmęczony, by przez nie wyjść. Nad wyraz smutna to metafora ludzkiego życia, nic więc dziwnego, że się mnie - nastolatkowi spodobała.

I tyle na dziś. Pewnie gdybym się bardziej przyłożył, znalazłbym jeszcze jeden albo i kilka utworów. Dopadło mnie jednak zmęczenie i na tej trójce dziś zakończę.

Tagi: Mann&Gacek
23:54, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 czerwca 2014

Jak już wspomniałem, zwykłem obchodzić święta. Dzisiaj okazją ku temu jest obchodzone nie tylko przeze mnie "25 lat wolnej Polski", czyli pierwszych (w 35%) wolnych wyborów. Z tej okazji zajrzałem do notatek, jak też minął mi ten wiekopomny dla Polski dzień:

zapisek sprzed ćwierćwiecza: 4 czerwca 1989 roku

Jak widać, niestety tego akurat dnia (jak i kilku poprzednich i kilkunastu następnych) me zapiski były dość skromne. Po części jest to skutek eksperymentów z formą pisanych Dzienników, polegającą na opisaniu dnia miast pełnymi zdaniami wcześniej ustalonymi symbolami, tu widocznymi w ostatnim wersie wpisu z tego akurat dnia. Poszczególne znaki, po kolei, oznaczają, że tego dnia nie widziałem żadnej z podobających mi się wtedy dziewczyn (co było dość wyjątkowe w niedzielę, zwykle widywałem je wtedy w kościele), pisałem dziennik (W), grałem na komputerze, odniosłem dwa zyski finansowe (z) i słuchałem metalu.

Niestety ten skrótowy sposób zapisu dnia nie pozwala po 25 latach stwierdzić, których dokładnie kapel słuchałem. Zresztą, prawdę mówiąc, gdy dni opisywałem pełnymi zdaniami, też zwykle ograniczałem się do zdawkowego "od 18 słuchałem metalu". Dzień ten akurat znajdował się daleko od ostatniej przed nim i pierwszej po nim mej listy przebojów, więc i one zbytnio nie wyjaśnią zagadki. Podobnie jak będący podstawą dalszych dywagacji wyimek dotyczący muzyki z podsumowania kwietnia:

zespół miesiąca, kwiecień 1989 roku

O zespole Bulldozer usłyszałem od młodszego z braci M. Nie nagrałem go na żadną swoją kasetę i jestem też dość przekonany, że nie nagrał go także i on. Bulldozer leciał w radiu, nagrał go jakiś kolega któregoś z braci M. i kasetę na dni kilka nam pożyczył. Niemożliwe jest stwierdzić, jaki to był kawałek, z której z czterech wydanych do roku 1989 płyt tego włoskiego speed/blackmetalowego zespołu. Nie pamiętam nawet, czy nagrany utwór był jeden, czy było ich więcej. Gdy przeglądałem informacje o zespole, zauważyłem, że na czwartym albumie, wydanym w 1988 roku "Neurodeliri", znalazł się pasujący do dzisiejszej rocznicy utwór "Ilona Has Been Elected", opowiadający o wybraniu do włoskiego parlamentu w 1987 roku Ilony Staller, szerzej wtedy znanej jako Cicciolina. Włoska legenda thrash/black metalu śpiewająca (z raczej negatywnym nastawieniem) o wejściu legendarnej aktorki porno do włoskiego parlamentu w utworze, który (choć mało to prawdopodobne) mogłem słyszeć mniej więcej w okolicach wyborów '89 - jakiś inny utwór mógłby się nadawać choć w przybliżeniu tak bardzo do uczczenia ćwierćwiecza pierwszych wyborów Rzeczpospolitej Polskiej?

wtorek, 03 czerwca 2014

Zapuściłem czas jakiś temu ten cykl, więc narosły mi w nim zaległości, dochodząc do liczby pięciu odcinków. Zwykle w takich sytuacjach rozładowuję zaległości chronologicznie, metodą FIFO, dziś jednak zrobię od tej zasady wyjątek. Z okazji bowiem ostatnich wyborów tematem audycji pary prowadzących dwa tygodnie temu były piosenki o wyborach i wybieraniu. Postanowiłem sięgnąć po ten temat mając na uwadze jutrzejszą rocznicę ćwierćwiecza wyborów '89.

Pierwszym, oczywistym wyborem był monolog "Choose Life" z utworem "Lust For Life" Iggy'ego Popa lecącym w tle, pochodzący z filmu "Trainspotting" z 1996 roku. W tym to też roku film ten obejrzałem, i zauroczony muzyką (zwłaszcza Iggy'm Pop'em) na pewno przed kwietniem roku następnego zakupiłem sobie kasetę ze ścieżką dźwiękową i czas jakiś jej regularnie słuchałem. Niestety, była to ścieżki dźwiękowej część I, więc powyższego monologu na niej nie było - choć był wydrukowany na okładce, a utworem otwierającym składankę było słyszane powyżej w tle "Lust For Life". W kontekście ostatnich wyborów mogę dodać, że niechęć podmiotu lirycznego do jakiegokolwiek wybierania popiera 76,18% Polaków.

Przez chwilę pociągnę jeszcze temat ostatnich wyborów, coraz bardziej schodząc na manowce. Czarnym ich koniem okazał się Janusz Korwin-Mikke, co daje mi niepowtarzalną okazję umieszczenia tu utworu z udziałem jego oraz Skiby. Cisza wyborcza już się skończyła, agitacją ten więc utwór nijak być nie może, a by jakoś z tych manowców wrócić, zakończę frazą, że JKM z wyborami mi się kojarzy i trudno, żeby było inaczej, skoro startował w każdych wyborach w tym kraju w ciągu ostatniego ćwierćwiecza.

Kolejnym skojarzeniem jest utwór Billy'ego Joel'a "Great Wall of China". Z czasów, gdy słuchałem go intensywnie najgłębiej zapamiętałem i nieraz wtedy przeżywałem tytułową frazę "We could have gone all the way to the Great Wall of China / If you'd only had a little more faith in me.", która doskonale komponowała się z moim ówczesnym poczuciem żalu, że dana osoba (lub nawet ja sam) zachowała się w dany sposób, dokonała wyboru, który z mojej ówczesnej, nieco późniejszej, perspektywy okazywał się błędem. Zwłaszcza przy mych ówczesnych zawirowaniach uczucowych. "Mogliśmy osiągnąć wiele", myślałem słuchając w ciemności wersów piosenki, "We could have been standing on the Great Wall of China, ale wybrałaś kogoś innego, i wszystko się skończyło, marzenia prysły, now all you're going to be is history. Gdybyś tylko wybrała inaczej, If you'd only had a little more faith in me, wszystko wyglądałoby inaczej". Takie myśli przechodziły mi przez głowę, słuchałem w ciemnościach nocy tego utworu z magnetofonu leżącego na mej piersi w ostatnich latach ubiegłego millenium.

O to, czy dokonaliśmy już naszego wyboru, pyta krótki utwór "Follow the Sign" niemieckiej power metalowej grupy "Helloween", wieńcząca album "The Keeper Of The Seven Keys, Part 1", którego ćwierć wieku temu przez pewien czas intensywnie słuchałem. I niezależnie od tego, jakiej odpowiedzi udzielimy, ma dla nas tą samą radę: podążać za znakiem (po czesku: znamení). Nie doprecyzowuje jednak jakim, może więc chodzi o dwa różne znaki.

Helloween nie doprecyzował też, o jaki wybór dokładnie chodzi. Może więc o to, by wybrać swoje przeznaczenie, "Choose Your Destiny", jak brzmi tytuł powyższego kawałka z soundtrack'u "Mortal Kombat". Pobieżne przejrzenie sieci nie pozwoliło mi ustawić, czy utwór ten był na soundtrack'u do gry (którego nie słuchałem), czy do filmu z 1995 roku (którego słuchanie mnie nie ominęło, bo bardzo swego czasu podobał się - jak i film - Czarnej-Białej). Wygląda na to, że na ścieżce dźwiękowej filmu była inna wersja tego utworu, bez tak ważnej tu frazy o wyborze, ale w pamięci obija mi się ta fraza towarzysząca tej (z braku lepszego słowa) muzyce. Tak czy owak, kwestia wyboru się tu pojawia, choć w grze wybrać można było jedynie postać (których imiona tworzą większość tekstu utworu), którą się grało, i tak po drodze do zwycięstwa ("Our only hope's your victory", jak śpiewał utwór wcześniej wokalista Helloween) trzeba było pokonać wszystkich przeciwników.

Na koniec dzisiejszego odcinka utwór z filmu "The Blues Brothers", w którym Aretha Franklin śpiewa Matt'owi "Guitar" Murphy'emu o tym, by pomyślał, nim wybierze powrót do zespołu Jake'a i Elwood'a Blues'ów. "Pomyśl o konsekwencjach", mówi Aretha, gdy Matt oznajmia, że sam podejmie decyzję dotyczącą swego życia i rozwija tą myśl do 2,5 minuty fantastycznej muzyki. Zdania Matt'a jednak nie zmienia i dołącza on do misji od Boga braci Blues. Niemniej jednak warto mieć tą myśl na uwadze i przy podejmowaniu wyborów pamiętać o ich konsekwencjach.

PS. Jeszcze jeden utwór znalazłem. Ale, jako że (prawdopodobnie) słuchałem go ćwierć wieku temu, niewykluczone, że akurat w dzień wyborów, a sam też tyczy się wyborów parlamentarnych, pozwolę go sobie zaprezentować jutro, w ramach innego cyklu.

Tagi: Mann&Gacek
20:54, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA