RSS
wtorek, 31 maja 2016

Gdy z parudniowym opóźnieniem usłyszałem temat audycji z dn. 24 maja br. mej ulubionej pary redaktorów, "Piosenki o tańcu", niezmiernie się ucieszyłem. Od dawna wyczekiwałem tego tematu, zwykle w okolicy Międzynarodowego Dnia Tańca, nic więc dziwnego, że nie zajęło mi długo, by ułożyć mą listę utworów na temat. Listę otwiera oczywiście wspomniany już kiedyś na blogu "Maraton Tańca" Robotobiboka, utwór przy którym nogi same mi się rwą do tańca. W mojej skromnej opinii żaden inny utwór nie jest godny konkurować z tym, jeżeli chodzi o temat tańca.

Choć co nieco utworów "niemal równie dobrych" bym znalazł. Jak wspomniałem już we wpisie o "Maratonie Tańca", w dzieciństwie pasjonatem tańczenia nie byłem - stąd też chronologicznie pierwszym utworem o tańcu będzie - nieco à rebours "I Can't Dance" zespołu Genesis, w który wsłuchiwałem się jeszcze w podstawówce. Choć tańczyć wtedy nie lubiłem, to pamiętam, jak w dwoma kolegami o imieniu Wojtek staraliśmy się odtworzyć część choreografii, gdy teledysk do tego utworu leciał w MTV, przerywając tym samym sesję gry we własnoręcznie zrobiony klon (a nawet trzy, każdy z nas zrobił swój) "Monopoly", w którym najdroższym hotelem był Hotel Zacisze

Wychowany na płycie Genesis "We can't dance", wyrosłem w przekonaniu, że z Phila Collinsa jest nielichy wesołek. Dlatego jego solowy album znaleziony w rodzicielskiej płytotece mnie zdumiał swym wszechogarniającym smutkiem. Dałem się jednak namówić parę lat później reklamie na zakup na zakup jego albumu "Dance Into The Light", bo był reklamowany (wspomnianą już w tym cyklu) optymistyczną piosenką tytułową. Faktycznie (że się tak powtórzę), ta piosenka była optymistyczna. Takie same były dwa inne utwory. Pozostałych dziesięć już nie i tańczyć do nich byłoby znacząco trudniej.

Niewiele wcześniej, jakieś dwie dekady temu zetknąłem się z twórczością Leonarda Cohena w postaci płyty "I'm Your Man". Niezmiernie przypadła mi do gustu i słuchałem jej całej tygodniami, w odróżnieniu od kolegów nie uznając niektórych utworów za znacząco gorsze od reszty. Jednym z takich utworów było "Take This Waltz". Koledzy ganili stylistykę, a ja rozsłuchiwałem się w jego rytmie, domyślając się, że bazuje on na walcu (domyślając, bo pierwej poznałem ten utwór niż zatańczyłem krok walca czy choćby usłyszałem muzykę do walca ze świadomością, że jest to walc i uwagą większą niż na lekcji muzyki w szóstej klasie szkoły podstawowej). Mimo tego zauroczenia albumem, nigdy w życiu nie przesłuchałem żadnego innego albumu Cohena w całości. Może więc napisał o tańcu znacząco więcej, niż wyświechtane i puszczane w radiu ze zdumiewającą regularnością "Dance Me To The End Of Love".

Mniej więcej równocześnie zachwycałem się filmem - i kupionym na kasecie soundtrackiem do niego - "Blues Brothers". Tańca w filmie było co niemiara, a z utworów o tańcu wspominających najbardziej zachwycił mnie "Shake A Tail Feather". Ray Charles gra i śpiewa, Jake i Elwood Blues (oraz okoliczni mieszkańcy) tańczą. Można tego słuchać i oglądać ten klip kwadransami:

A na koniec kawałek klasyki. Wspominałem o zauroczeniu "Tańcami Węgierskimi" Brahmsa, ale dużo bardziej w umysł mój wrósł "Taniec z szablami". Oryginalnie pochodzący z baletu "Gajane" Arama Chaczaturiana, w me uszy wleciał jako cover wykonany przez walijski zespół "Love Sculpture". Taka bowiem wersja wieńczyła drugą z trzech płyt zestawu "Children of the Revolution", którego słuchać regularnie zacząłem dwie dekady temu i który był mi stałym towarzyszem przez kilka kolejnych lat.

Tagi: Mann&Gacek
15:07, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 maja 2016

Mój dopisek do tematu audycji z dn. 17 maja br., czyli "Piosenek zapraszających w różne miejsca", zacznę od pozycji oczywistej, bo w odróżnieniu od mojej ulubionej pary redaktorów nie stawiam sobie za cel unikanie wyborów banalnych. "Chałupy Welcome To" to jeden z dwóch (no, od roku czy dwóch - jeden z kilku) powszechnie znanych utworów Zbigniewa Wodeckiego, który nadał tej nadmorskiej wsi ogólnopolskiej popularności. Popularność ta chyba jednak już nieco wyblakła, bo gdy przejeżdżałem przez Chałupy parę lat temu, nie spotkałem tam ani jednego turysty. Może to dlatego, że przejeżdżałem przez nie w styczniu.

Kolejny utwór z zaproszeniem też jest oczywisty i powszechnie znany - Axl Rose z kolegami zapraszają do dżungli. Dokładnie chodzi mu o betonową dżunglę, zapewne Los Angeles, w którym powstało Guns N' Roses i za to przyrównanie LA do dżungli dostałby burę od Desmonda Morrisa, który już ze dwie dekady przed tym szlagierem twierdził, że współczesne miasta to nie żadna dżungla a ludzkie ZOO. "Welcome to the ZOO" brzmiałoby jednak gorzej, więc na potrzebę tej piosenki możemy uznać to porównanie Axla za poprawne. Poza ową potrzebą nadal jednak ZOO lepiej oddaje uroki wielkomiejskiego życia, ale to temat na inną notkę.

Trzeci na liście jest utwór nieco mniej już znany. Ponieważ "Welcome Home (Sanitarium)" MetallicI zaprezentował już red. Mann, to ja pozwolę sobie przybliżyć mój ulubiony utwór, gdy miałem 11 lat: "Welcome To Your Death" kapeli Annihilator. Żwawy, rytmiczny i z zaproszeniem w tytule - czegóż by więcej można chcieć?

A na koniec - do raju zaprasza zespół Green Day na swej płycie "Dookie". Ponieważ utwór zaczynają słowa "Dear mother, can you hear me whinin'? It's been three whole weeks since I have left your home", strasznie lubiłem go słuchać, gdy jako nastolatek marzyłem o wyprowadzeniu się z domu. Podobnie jednak jak zwierzęta w ZOO, miałem kłopot z usamodzielnieniem się i udało mi się wyprowadzić dopiero ponad dziesięć lat później. Wtedy też na różnych etapach procesu zmiany miejsca zamieszkania słuchałem tego utworu. W odróżnieniu jednak od podmiotu lirycznego nowe lokum nie znajdowało się w slumsach, gdzie słychać nocami strzały, więc już pierwszego wieczora w nowym domu mogłem zaśpiewać: "Dear mother, can you hear me laughin'?". Piosenka o przeprowadzce z jednego spokojnego osiedla na inne jednak raczej nie trafiłaby na płytę kapeli punkrockowej i nie byłoby tych prawie czterech minut energicznego grania:

Tagi: Mann&Gacek
14:30, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 maja 2016

Tydzień temu, 10 maja br., moja ulubiona para redaktorów wybrała jako tytuł audycji "Piosenki, w których w tytule lub nazwie wykonawcy pojawia się sylaba "maj", niekoniecznie oznaczająca maj". Mój dopisek zacznę wzorem red. Gacek piosenką nie na temat. Ale inaczej nie potrafię, bo pierwsze co mi w głowie zabrzmiało po usłyszeniu tematu, to "My, my, this Anakin guy...", słowa pochodzące z "The Saga Begins" (żadnego "maj/my" w tytule), będącą przeróbką Weird Al'a Yankovica (żadnego "maj/my" w nazwie wykonawcy) jakiegoś ówczesnego hitu (z definicji: światowym hitem wszakże jest to, co sparodiuje Weird Al). Tytułu tego hitu nigdy nie chciało mi się poznać, a za każdym razem gdy zdarzało mi się usłyszeć gdzieś w radiu kawałek tego szlagieru, na miejscu zaczynałem sobie w myślach nucić wersję Weird Al'a, więc nawet nie wiem, jak brzmią oryginalne słowa. Przeróbki Weird Al'a miewają na mnie czasem taki wpływ: obecnie to samo mam z jego "Word Crimes".

Kolejny utwór już spełnia wymagania: to "Kalenda Maia". Choć utwór ten znam głównie z wykonań Nieogolonego, to powyżej pozwoliłem sobie zaprezentować (lekce sobie ważąc ważki argument poprawności rekonstrukcji utworu sprzed wieków) wersję skoczniejszą, żeby zbytnio nie odejść od tematu przy słowie "piosenka". Wszystko, co mi o utworze i wykonawcy (bez "maj" w imieniu i nazwisku) wiadomo, wiem od Niegolonego, więc zamiast to powtarzać, pozwolę mu samemu zabrać głos.

A na zakończenie utwór z "maj" w nazwie wykonawcy, który to warunek muzyka Majów spełnia wręcz wyśmienicie. Jednym z pierwszych z brzegu wynikiem wyszukiwania jest płyta "Qamuxibal". Nie zgłębiałem jeszcze w życiu tematu antycznych pieśni Ameryki Środkowej i historyczności ich współczesnych rekonstrukcji, trudno mi więc orzec, czy tak faktycznie brzmiała muzyka, której Majowie słuchali w zamierzchłych czasach przed 21 grudnia 2012 roku. Ale brzmi wystarczająco egzotycznie:

Tagi: Mann&Gacek
14:36, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA