RSS
wtorek, 12 maja 2015

Okrągła rocznica zakończenia Drugiej Wojny Światowej, ostatniego większego konfliktu zbrojnego w naszej okolicy, która na skutek końcówki kampanii prezydenckiej zaznaczyła się tylko szczątkowo w mediach, przypomniała mi zasłyszaną dawno, jakieś dwie dekady temu, frazę "War - what is it good for? Absolutely nothing!", z całym charakterystycznym rytmem wykonania przez grupę amerykańskich raperów.

Pochodzi ona, jak się okazało po krótkich w sieci poszukiwaniach, z piosenki "War" Edwina Starra, wydanej w 1970 roku, na użytek Wojny Wietnamskiej (ostatniego większego konfliktu w innym zakątku naszej planety), która dorobiła się wielu cover'ów. Na tyle wielu, że ten, który w latach 90-tych usłyszałem, nie załapał się na listę wspomnianych na stronie utworu w Wikipedii. Na szczęście pamiętałem, że w teledysku poza czarnoskórymi raperami, występowały także figurki żołnierzyków z komputerowo animowanego filmu. Dzięki temu szybko znalazłem odpowiednią wersję - pierwszy utwór na ścieżce dźwiękowej filmu "Small Soldiers", czyli "War" Bone Thugs-n-Harmony z udziałem charyzmatycznego Henry'ego Rollinsa.

Z tego wykonania, a nie oryginału, poznałem tę frazę duetu Whitfield&Strong, która zwięźle i celnie określa podstawową cechę wojny: nic z niej dobrego nie wynika. Choć miło by było ten postulat poprzeć, obiektywnie rzecz ujmując wojna ma też i dobre strony. Tyle tylko, że korzyści odnosi wspólne na wpół mityczne powojenne społeczeństwo, a koszty - każdy pojedynczy człowiek uwikłany w konflikt zbrojny swoje własne.

Wojna to doskonały czas dla wynalazków. Gdy trzeba zdobyć przewagę nad wrogiem, liczy się każda innowacja. A że zdobyć tą przewagę trzeba szybko, nie są aż tak wiążące ograniczenie finansowe, konieczność wieloletnich prób przed wdrożeniem w życie, etc. Niemały zwykł mawiać, że gdyby Niemcy wygrali wojnę promy na Marsa odlatywały teraz co dwa tygodnie. Nie jestem tego taki pewien. Ale gdyby wojna potrwała trzy lata dłużej, loty kosmiczne w roku 1960-tym byłyby popularniejsze i bardziej zaawansowane niż u nas obecnie. Komputery, medycyna - wszystko w czasie wojny znacznie się unowocześniło. 

Wojna pozwala też "wyszumieć się" młodym samcom. To nasz plemienny atawizm, a jego brak powoduje, że tętniąca testosteronem młodzież swą agresję obraca w stronę innych członków własnego społeczeństwa. Pół biedy, gdy względem podobnych pasjonatów (vide: walki kiboli), gorzej, jeśli względem postronnych cywili (vide: Marsze Niepodległości).

Dużo więcej dobrych rzeczy wojna ma dla strony, która wygrywa ostatecznie konflikt. Ale najczęściej pochodzą one z majątku strony, która przegrała we wojnę. Imperia potrafiły na tym się paść całymi stuleciami, by paść, gdy wreszcie nie było kogo napadać.

Powyższe punkty nie oznaczają, że jestem apologetą wojny. Wspominam o tym, bo ostatnimi czasy przewiduję, zważywszy na obecną sytuację geopolityczną oraz fakt, że w ciągu kilku ostatnich wieków w drugiej dekadzie stulecia następowały w naszym regionie konflikty zbrojne na wielką skalę,

(XX wiek: I wojna światowa, zwana Wielką Wojną (1914-1918);
XIX wiek: rosyjska kampania Napoleona (1812-1814);
XVIII wiek: III wojna północna, zwana wielką wojną północną (1700-1721);
XVII wiek: wojna polsko-rosyjska, zwana moskiewską (1609-1612) i wojna trzydziestoletnia (1618-1648);
XVI wiek: wojna litewsko-rosyjska (1512-1522) i wojny włoskie (przeciw Francji 1510-1514);
XV wiek: wojna polsko-krzyżacka i bitwa pod Grunwaldem (1410) )

że niebawem czekać nas może masowy konflikt zbrojny. Gdy zacząłem mówić o tym głośno, wpierw byłem oskarżany o czarnowidztwo, potem właśnie (błędnie) o chęć zaistnienia takiego konfliktu, a na koniec, po kilku miesiącach, interlokutorzy zaczęli się ze mną zgadzać, patrząc na to, co się wkoło dzieje. I wtedy zacząłem się tej nadchodzącej wojny naprawdę bać.

23:02, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 maja 2015

Skoro wspomniałem o cover'ze w wykonaniu zespołu Daab, słów parę o wersji oryginalnej utworu, którą udało mi się znaleźć i pierwszy raz wysłuchać jakieś trzy minuty po zakończeniu emisji odcinka programu "Muzyka łączy pokolenia" w dniu 2 czerwca 2005 roku i która brzmi tak:

Podczas ponownego (choć pierwszego od wielu miesięcy) oglądania teledysku kilka rzeczy natychmiast rzuciło mi się w oczy. Przede wszystkim to, że teledysk jest dla męskiej widowni o wiele ciekawszy niż występ Daab.

W uszy zaś rzucili mi się występujący gościnnie Dragon Davy i Toma, którzy swymi wstawkami mnie zauroczyli. Nie sądzę, by to pasowało stylistycznie, ale chciałbym kiedyś usłyszeć utwór ten w wykonaniu Daab z udziałem tego duetu. Wstawki te dużo bardziej otwarcie niż tekst polski mówią o jaraniu ("Just gimme some weed and make me heart beat speed", "Gimme the weed so I can feel free" i ładne "Sometime I'm so down, I wanna get so high"), ale przez kontrast głosów duetu i ich uroczym francuskim akcencie mogłyby mówić nawet o cyklu rozwojowym kiełbi i też wpadałyby w ucho. A Toma ze swą twarzą, urokliwą koszulką i niebanalnym nakryciem głowy mógłby reklamować patelnie teflonowe i oglądałbym to zafascynowany.

Pomimo wstawek w utworze dominuje jednak język polski. I jest to polski całkiem nielichy, pełen ładnych zwrotów do zastosowania na co dzień. "Co masz zrobić jutro, zrób zaraz, ale nie wszystko naraz" rozpoczynające tekst utworu jest dobrym przykładem, podobnie jak wspomniana przy cover'ze fraza "ta miejska choroba, za krótka doba". Cały przekaz, choć - jak to w hip hopie bywa - miejscami mocno ukryty za nawijką raperów, jest nad wyraz pozytywny, a rytm pobudzająco żwawy, by przesłuchać sobie ten utwór jeszcze raz.

Po kilkukrotnym przesłuchaniu utworu ową niemal dekadę temu postanowiłem sprawdzić, co jeszcze stworzyła Zipera. Znalazłem w sieci i spróbowałem przesłuchać parę ich innych kawałków, ale żaden nie przypadł mi do gustu i żadnego nie byłem w stanie wysłuchać do końca. I po tych kilku nieudanych próbach przestałem dalej próbować coś znaleźć. Być może w środowisku hip-hopowym Zipera to jakaś legenda, której wiele kawałków budzi szacun na dzielni, dla mnie to jednak one-hit wonder. Ale za to - jaki zacny hit!

09:53, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 maja 2015

Przeczytałem sobie ostatnio w prasie artykuł o tym, że hitem tego tygodnia (znaczy: zeszłego; tego może jeszcze też, ale to trudno orzec) są kawałki rapowe w wykonaniu artystów starszego pokolenia. W artykule pada fraza o "pionierskim projekcie"*, co wywołało mój wewnętrzny sprzeciw. Jaki "pionierski", skoro dekadę temu w telewizji regionalnej dało się obejrzeć odcinki programu "Muzyka łączy pokolenia", w których zestawiano muzyków młodych i starszych, którzy nawzajem wykonywali swe kawałki?

Nie byłem namiętnym widzem programu, jednak kilkanaście, może kilkadziesiąt odcinków obejrzałem. Czasem wyłączałem znudzony po paru chwilach, czasem trwałem przykuty do ekranu przez cały program. Tak było w przypadku, gdy 2 czerwca 2005 roku w programie pojawiły się zespoły Daab i Zipera.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie utwór Zipery "Bez ciśnień" w wykonaniu zespołu Daab. Był to bezwzględnie najjaśniejszy punkt odcinka i jedyny usłyszany tam utwór, który utkwił w mojej głowie. Natychmiast po zakończeniu oglądania zacząłem szukać utworu w sieci. Nie znalazłem. Zrozumiawszy to (wszak było to w chwilę po programie), odczekałem kilkanaście dni i powtórzyłem poszukiwania. I nadal nic nie dało się znaleźć. Potem powtarzałem je jeszcze kilkunastokrotnie, ciągle bez rezultatów. Aż nagle kilka dni temu, po przeczytaniu wyżej wspomnianego artykułu, ponowiłem poszukiwania po raz pierwszy od paru lat i znalazłem cały odcinek programu, który czym prędzej sobie ściągnąłem, by po raz pierwszy od dekady posłuchać utworu.

W międzyczasie powoli oswajałem się z oryginałem, czyli wersją Zipery, którą znalazłem już pierwszego dnia poszukiwań i puściłem sobie, by porównać z cover'em Daabu. Przy pierwszym przesłuchaniu odrzuciła mnie swym stylem, po trzecim była już znośna, a po setce czy dwu odsłuchań tak się z nią oswoiłem, że gdy po dekadzie przesłuchałem wreszcie poszukiwaną wersję wydała mi się ona nieco dziwna i "niepoprawna". Ale wciąż fantastyczna.

Urokliwy rytm i ciekawy tekst, zwierający kilka nieznanych mi wcześniej lotnych fraz (np. "miejska choroba - za krótka doba") i sporą dawkę pozytywnych emocji wryły mi się w pamięć. I dobrze, nawet jeśli przez to, że dzięki tej wersji posłuchałem oryginału, nie mogłem już dłużej mówić, że "z muzyki to ja słucham wszystkiego, poza disco polo i polskim hip-hopem".


* - nawet jeżeli to o wydaniu albumu zostało tak powiedziane, to też nie jest to prawdą.

17:44, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA