RSS
wtorek, 26 kwietnia 2016

Listę piosenek o słońcu, który to temat moja ulubiona para redaktorów zaproponowała w audycji 19 kwietnia br. rozpocznę od szlagieru znanego wszystkim. A przynajmniej wszystkim powyżej pewnego wieku. Istnieje bowiem w naszym kraju cezura wiekowa, dzieląca tych, którzy uczyli się języka rosyjskiego w szkole od tych, którzy już nie musieli. Niewykluczone, że cezura ta nieco się różni między szkołami czy regionami, ale po przełomie '89 w ciągu roku czy dwóch zaprzestano dalszej nauki "języka wroga", jak się wtedy mówiło ("Chodź na rosyjski, bo trzeba znać język wroga"). Mnie się jeszcze udało załapać, jako jednemu z ostatnich roczników (w mojej szkole naukę rosyjskiego zaczął też rocznik niżej, ale - zdaje mi się, jeżeli dobrze pamiętam rozmowy z o rok młodszym Wojtkiem - zaprzestano ich go uczyć po roku lub dwóch, podczas gdy ja miałem pełne cztery lata, od piątej do ósmej klasy). Ta piosenka na pewno już była uczona w klasie piątej, ale też na tyle była popularna, że pewne jej części wciąż byłbym w stanie zaśpiewać z pamięci. Równie dobrze z tych czterech lat nauki pamiętam jedynie wiersz "U mienia apiat' 36 i 5".

Kolejny kawałek to też już klasyka, bo za takie w rock'n'rollu uznaje się kawałki mające ponad dwie dekady. A "Black Hole Sun" wydano w '94 roku i od tamtej pory przez długie miesiące wsłuchiwałem się w niego wpatrując się na MTV w efektowny i nieco niepokojący teledysk. Jak już pisałem, ze słuchanych przeze mnie kawałków powstałych w Anno Domini 1994 ten chyba najczęściej da się dziś usłyszeć w radiu.

Klasyka klasykę pogania. Kolejny utwór ma już pomad pół wieku, bo premierę miał w 1964 roku na Broadway'u. Jest to bowiem utwór pochodzący z jednego z najbardziej znanych musicali - "Skrzypka na dachu". Choć całego musicalu nigdy nie widziałem (nawet w telewizji nie chciało mi się oglądać ekranizacji), to w rodzicielskiej kolekcji płyt CD znalazłem kiedyś soundtrack do ekranizacji i słuchałem go raz za razem przez parę tygodni. Stąd też pamiętam o utworze "Sunrise, sunset", choć jako hedonista zawsze chętniej zanuciłbym "To Life". On jednak nie ma słońca w tytule.

Kolejny utwór powtórzę za red. Mannem, ale błędem by było pominąć utwór Boba Marley'a, skoro pasuje. Muzyką Boba zacząłem się zasłuchiwać niecałe dwie dekady temu, wciągnięty w nurt reggae przez Zacier. Problem z nim był jedynie taki, że praktycznie wszystkie dostępne wtedy kasety i płyty były składankami i nierzadko powtarzały się na nich jego piosenki. Ale "Sun is Shining" też się na jednej kasecie znalazło i się wśród tych słuchanych długie miesiące reggaelii znalazło. I nawet w lepszych (i cieplejszych) pora roku zdarzało mi się ją nucić sobie pod nosem wychodząc rano z domu.

Zakończę ten przegląd klasyki, jak to się ostatnio mówi, elementem animalnym. Najbardziej bowiem znany szlagier The Animals to "House of the Rising Sun". Niestety, chciałbym dopowiedzieć, bo w radiu i powszechnej świadomości ten zespół to tylko i wyłącznie "Dom Zachodzącego Słońca". Ja, na szczęście, dostałem na Boże Narodzenie 2001 roku płytę CD z oryginalnymi hitami zespołu i znam nieco więcej ich twórczości. I gdyby tylko pasowało, umieściłbym tu "The Story Of Bo Diddley" (ponownie), bo darzę go o wiele większą sympatią niż wyświechtane nieco już "There is a house in New Orleans / They call the Rising Sun...":

Tagi: Mann&Gacek
11:00, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 kwietnia 2016

Listę piosenek ze znakiem zapytania, które były tematem audycji mej ulubionej pary redaktorów 5 kwietnia br. zacznę od mej prywatnej klasyki - "Am I Evil?" MetallicI z płyty "Kill'Em All". Podobnie jak w resztę "Kilemolki" wsłuchiwałem się w nią wpierw z kasety braci M. przeszło ćwierć wieku temu, a kilka lat później - z własnej. W obu przypadkach z tekstu zrozumiałem z tekstu jedynie tytułowe pytanie i odpowiedź na nie. Gdy w późniejszych buntowniczych lub zagubionych czasach zadawałem to pytanie sobie, zawsze czyniłem to w rytmie refrenu, a jednak gdy znalazłem na nie odpowiedź, okazała się ostatecznie inna niż podmiotu lirycznego.

Już pierwsze słowa zapowiedzi tego utworu, zaprezentowanego w audycji przez red. Manna, jeszcze nim padła nazwa zespołu, przypomniały mi jakiego utworu Spin Doctors słuchałem swego czasu. Dziwnym to nie jest, bo utwór zapisał się w mej pamięci na tyle, że poświęciłem mu osobny wpis. Umieściłem go nawet około 4:30, ale dla mnie, w odróżnieniu od podmiotu lirycznego, było to raczej późno niż wcześnie.

Dalsze poszukiwanie piosenek ze znakiem zapytania okazało się bezskuteczne. Och, wiele jest słuchanych przeze mnie piosenek z pytaniami w tytułach, ale zdumiewająco często pytania te znajdują się tam bez wieńczącego je znaku zapytania. Zakończę więc motywem muzycznym z serialu, w którego tytule co prawda też nie ma żadnego znaku zapytania, ale kilka inkarnacji głównego bohatera miało wyhaftowane znaki zapytania na odzieży. Mowa oczywiście o serialu "Doctor Who":

Tagi: Mann&Gacek
14:54, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Ostatnim utworem na zakupionej przeze mnie przeszło dwie dekady temu płycie The Presidents of the United States of America pod tytułem "The Presidents of the United States of America" był utwór "Naked and Famous". Przykuł mą uwagę już przy pierwszym przesłuchaniu, bo z tekstu natychmiast wyłapałem frazę "30 foot smurfs" i zacząłem się zastanawiać, czy właśnie w połowie utworu, w którym nijak to nie pasuje, usłyszałem właśnie odniesienie do smerfów. Brak tekstu nie dawał mi pewności, ale ucho było coraz bardziej pewne, że i owszem:

Znaleziony parę dni temu w Internecie tekst dał mi wreszcie ową pewność.

Dzięki tym smerfom piosenka zapisała się w mej pamięci wyraźniej niż inne o podobnej stylistyce, różnej od tej znanej z teledysków, jak np. "Feather Pluckn" czy "Back Porch". Zwrotki (a przynajmniej druga) też zawierają frazy i wątki z innych utworów. Za to refren i przesłanie jest całkiem nowe: "Everybody wants to be naked and famous". Zdumiewające jest to, że piosenkę PUSA wydali już z mendel lat przed karierą sióstr Kardashian.

(Tłumaczyłem niedawno przy piwie przyjacielowi zawiłości współczesnej kultury amerykańskiej. Wpierw mu wytłumaczyłem, że Kim Kardashian to jest kobieta z dużą dupą, której kariera medialna zaczęła się od nagich zdjęć. A Kylie (albo jakoś inaczej, one tam wszystkie są na K, włącznie z Kaitlyn) to jej siostra, której kariera medialna zaczęła się od nagich zdjęć jej siostry z dużą dupą. To są obecnie najpopularniejsze osoby w amerykańskiej kulturze popularnej i to o nich np. SNL robi skecze. Nie zaś o inteligentach, bo od czasu sławy Woody'ego Allena nikt tam żadnego nie zna.)

Był też ładny obrazek gościa z tablicą, na której oceniał on możliwą do osiągnięcia sławę i koniecznych do tego zdolności. Opcja "made a sex tape" dawała najwięcej sławy. Choć obrazek widziałem lata temu, nadal było to znacznie później niż usłyszałem ten utwór.

Surviving the World, Lesson 5

O, ten obrazek.

Choć więc w odróżnieniu od podmiotu lirycznego jakoś tam bym potrafił wytłumaczyć ruchy lodowców i wiem, ze Los Angeles nie spada do oceanu, bo to płyta oceaniczna ulega subdukcji, to zgodzić się muszę, że najwyraźniej wszyscy w L.A. chcą być nadzy i sławni - i im się to udaje. U nas w kraju by to nie przeszło. Każdy listopadowy deszczowy wieczór lub lutowy przymrozek przetrzebiałby nam galerię nagich sław, aż po jednej zimie nie zostałby nikt. Jedyna nadzieja w globalnym ociepleniu. A dopóki to nie nastąpi - "Don't get a nosebleed / Don't get upset / We can't be naked and famous / Just yet".

22:29, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA