RSS
piątek, 28 marca 2014

Jak wyraźnie widać z mych list, ćwierć wieku temu, będąc wieku wczesnonastoletnim (in the tweens, jak mawiają Anglicy) w większości zafascynowany byłem zachodnią muzyką metalową i to kasety z nią trafiały do mnie od braci M., bym mógł sobie je przegrać. Raz jednak trafiło się coś innego, pożyczone przez starszego z braci od klasowego metala. Były to nagrane trzy piosenki (trzecia zresztą niepełna, bez początku) zespołu Dr. Huckenbush, zespołu śpiewającego po polsku, tekstem składającym się w znacznej mierze z przekleństw.

Jako, że akurat in my tweens przechodziłem odpowiednią fazę buntu, w owym okresie upodobałem sobie przeklinanie, zarówno w rozmowie z kolegami, jak i w piśmie. Było to jednak przeklinanie na poziomie młodego Jana Peszka, czy w postaci przekręcania słów: "gównowizor" zamiast "telewizor", czy "srakologia" zamiast "biologia" i rzucenia okazjonalną "kurwą" dla podkreślenia wagi moich słów. I wtedy właśnie u braci M. usłyszałem te trzy utwory, tak bardzo wpasowujące się w mą ówczesną morfę: zapisałem ich tytuły jako "Zgniły mi jaja", "Superkosa" i "Bo jest po huju nocą", podczas gdy faktycznie były to "Było po chuju, kurwa", "Kosa" i "Deszcz pada, napierdala". 

Choć to pierwszy i ostatni z nich są najeżone przekleństwami najbardziej ("było po huju, kurwa / było po huju, kurwa" czy "a huj ci huj ci w oko / gdyby mi huj nie stał") i pewnie to one wywołały największą we mnie furorę i entuzjazm, o tyle najbardziej do umysłu przyczepiła mi się środkowa piosenka o kosie. 

Mimo braku dominacji w tekście wulgaryzmów, a może właśnie dzięki temu brakowi, utwór ten przekazuje dłuższą historię historię człowieka, który ma nóż i nie zawaha się go użyć. I ten brak zawahania opisuje powtarzający się refren zaczynający się od słów: "Więc ja mu raz kosę w brzuch i już dalej wiecie", śpiewane do żwawej, zapadającej w pamięć melodii. Nic więc dziwnego, gdy sfrustrowany w późniejszym okresie nastoletniości wyobrażałem sobie atak fizyczny na współpasażerów w zatłoczonym autobusie (o czym opowiada druga zwrotka), powolnych klientów w kolejce przede mną i tym podobnych antagonistów, zawsze w mych myślach rozbrzmiewał ten refren. Obecnie rozbrzmiewa już tylko wtedy, gdy słyszę frazę "i już dalej wiecie" lub widzę ranę kłutą brzucha w filmach.

Ostatecznie po kilkukrotnym przesłuchaniu i spisaniu sobie tekstu nie zdecydowałem się zostawić sobie na kasecie tych utworów i je po paru dniach zagrałem. Tym bardziej nie zachowali ich na swych kasetach bracia M. Wpadające w ucho melodie pozwalały mi nucić te kawałki z pamięci jeszcze przez kilka dobrych miesięcy (a "Kosę" to do dziś zanucę), o ile tylko pamiętało się tekst. A brak nagrań uniemożliwiał gafę w postaci przypadkowego puszczenia z magnetofonu przy dorosłych na głos kaset w momencie, gdy dominują bluzgi (co przypomina mi kolegę Tomka W., który na wycieczce klasowej w obecności wychowawcy wyciszał wulgaryzmy w utrzymanej w podobnej stylistyce co utwory Dr. Huckenbusha piosence "Ostatni odlot babuni" Zacieru - i raz akurat wybitnie nie trafił z wyciszeniem).

Innych utworów ni płyt Dr. Huckenbusha (ano pokrewnego Dr. Hackenbusha) nigdy nie słyszałem. Jednak sam zespół pozostawił na mnie swój ślad. Trudno orzec na ile to przez te trzy utwory spauperyzował mi się w nadchodzących latach język. Może to przez tak prędkie usłyszenie tak dużej ilości wulgaryzmów obecnie odczuwając żywiołową potrzebę dłuższego przeklinania zamiast używać barwnych, wielopiętrowo złożonych przekleństw używam zaledwie powtarzanej raz za razem "kurwy" lub "kurwy maci", którą jedynie w ramach aktu twórczości nucę do znanych melodii (np. "kurwa mać!" doskonale rozpoczyna "Yesterday", kontynuowane przez "kurwa, kurwa, kurwa, kurwa mać").

Może to też przez powyższe pełne przekleństw piosenki w nadchodzących latach znacznie mniej wzbraniałem się przez używaniem wulgaryzmów w mowie codziennej, na przykład jako odpowiedź na zaczepki. To, kurwa, na szczęście przeszło mi z wiekiem. I chuj. Jak kiedyś czasem jebłem "kurwą", to jebłem, na chuj dalej drążyć temat?

PS. Co mi przypomina dowcip lata temu zasłyszany lata temu w barze okolicznej Politechniki. Być może też jakąś daleką konsekwencją słuchania Dr. Huckenbusha w młodości było to, że dowcip ten zapadł mi w pamięć niczym jedno z Wielkich Zaklęć w umyśle Rincewinda i przez kilkanaście (lub nawet kilkadziesiąt) miesięcy po jego usłyszeniu nie byłem w stanie zapamiętać żadnego innego dowcipu. A szedł on tak:

Przychodzi facet do lekarza i mówi:
- Kurwa, doktorku, chuj mnie napierdala.
- Jak pan mówi?!
- Nie, jak rucham.

wtorek, 25 marca 2014

Listy utworów o wampirach nie mogę rozpocząć inaczej niż piosenką Sinead O'Connor, nawet jeżeli mówi ona raczej o zabójcy wampirów niż o samych wampirach. Mam z tym utworem nad wyraz przyjemne wspomnienia i podobnie jak wielu innych, słuchałem go raz za razem (wraz z resztą albumu) przez kilka tygodni raz za razem i potem sporadycznie przez kilka kolejnych miesięcy. Pierwszy raz zaś usłyszałem go w "Galerii" w Giżycku podczas naszej tam wizyty z Nieogolonym. Siedzieliśmy w tym barze całą noc, od pewnego momentu okazując się być jedynymi klientami, a zadowolona z tego faktu obsługa puściła album "Throw Down Your Arms" w pętli. W pewnym momencie wieczora tak późnego, że już powoli świtało, spytałem obsługę o wykonawcę i tytuł albumu i niemało się zdziwiłem usłyszawszy, że to Sinead O'Connor. Nie znałem jej wcześniejszej twórczości, ale z docierających do mnie fragmentów (w postaci "Nothing Compares 2U" i darcia zdjęcia papieża) nijak nie wyzierała osobowość zdolna nagrać tak idealny album reggae. A jednak jej się to udało, a jednym z owoców tego sukcesu jest utwór "Vampire".

Jednym ze znanych medialnie polskich wampirów (nie będącym Wojciechem Jagielskim) był Tomasz Beksiński. Tuż przed swą śmiercią wymienić dziesiątkę ważnych dla niego utworów, a po niej Niemały z Nieogolonym postanowili znaleźć w ówczesnym Internecie całą tą dziesiątkę i umieścić jako tribute na podstronie Stowarzyszenia Nielotów. Skompletować cały zestaw udało się im dopiero po wielu miesiącach, a jednym z utworów, który na tej liście się znajdował, był "Bela Lugosi's Dead" zespołu Bauhaus. Kim był Bela Lugosi, miłośnikom wampirów tłumaczyć nie trzeba, reszcie świata żywych wystarczyć musi wzmianka, że był to klasyczny odtwórca roli Draculi, który ponoć tak się zżył z odgrywaną postacią, że sypiał w trumnie. Jemu więc poświęcony utwór, wybrany z listy innego wampira, jest więc punktem obowiązkowym na tej liście.

A na koniec utwór ze ścieżki dźwiękowej do filmu o wampirach. A dokładniej o meksykańskich wampirach atakujących nieświadomych klientów baru ulokowanego na szczycie pogrzebanej pod ziemią prekolumbijskiej piramidy. Mowa oczywiście o "Od zmierzchu do świtu" z 1996 roku autorstwa duetu Rodriguez&Tarantino. Film widziałem w nieistniejącym już dziś kinie, a parę tygodni później dostałem na Gwiazdkę płytę ze ścieżką dźwiękową. Słuchałem jej wiele razy w owym okresie świąteczno-noworocznym, później rzadziej, czasem całej, czasem tylko wybranych utworów i przypomniała mi się ona od razu po usłyszeniu tematu przewodniego. A zwłaszcza przypomniał mi się zespół Tito & Tarantula, który dla mnie był nad wyraz jasnym punktem soundtrack'u. Jeden z dwu umieszczonych na płycie ich utworów "After Dark" opowiada o wampirzycy, a jego urodę docenił sam reżyser, używając go jako podkładu muzycznego podczas sceny tańca Samly Hayek. Która to scena zamyka dzisiejszą listę:

Tagi: Mann&Gacek
10:09, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 marca 2014

Lista przebojów z dnia 23 marca 1989 roku, godziny popołudniowe

Po przeszło miesięcznej przerwie czas na kolejną Listę Sprzed Ćwierćwiecza. Na pierwszym miejscu niezmiennie MetallicA, niezmiennie skutkiem zauroczenia "Garażką". Co prawda w marcu słuchałem jej już dużo rzadziej niż w lutym, ale wciąż jej urok na mnie działał.

Na miejscu drugim - nowość: W.A.S.P. Jak to często bywa w przypadku zespołów słuchanych przeze mnie ćwierć wieku temu, nie mam pewności, z której płyty utwór wywarł na mnie tak pozytywny wpływ: czy była to to któraś z trzech wydanych przed '89 rokiem płyt, czy puszczony w radio lub telewizji singiel z wydanej w kwietniu 1989 roku czwartej płyty zespołu. Z kilku przesłuchanych możliwych utworów najbliżej me wspomnienia brzmienia zespołu przypomina podówczas kontrowersyjny "Animal (Fuck Like A Beast)":

Na kolejnych miejscach zespoły znane z poprzednich list i dopiero zamyka listę kolejna para nowości: Scylla i Charybda Slayer i Sodom. O ile ulubiony przez red. Manna Slayerek już się przez listę przewijał, o tyle komplementarnego do niego w mej metalowej historii Sodomu (na jednej kasecie miałem nagrane albumy: "Agent Orange" Sodom'u na stronie A i "South of Heaven" Slayer'a na stronie B). "Agent Orange" wydano jednak dopiero w czerwcu '89 roku, a tutejsza obecność Sodom'u związana jest z ich poprzednim, znanym mi podówczas albumie, "Persecution Mania". Ponownie - choć pamiętam doskonale tytuł albumu, nie wiem, który kawałek miałem okazję słyszeć. Poniżej więc otwierający album utwór "Nuclear Winter":

 
1 , 2 , 3

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA