RSS
poniedziałek, 30 grudnia 2013

Lista przebojów z dnia 23 grudnia 1988 roku, godz. 14:30

Lista przebojów z dnia 23 grudnia 1988 roku, godz. 14:30

Nie minęły dwa tygodnie, a Bon Jovi zakończył swój prymat. Wot, niestałe są gusta młodzieży. Dalej następowało kolejne przetasowanie znanych wcześniej zespołów, z dopisaniem nowo usłyszanych (nawet takich, których nie słyszałem, ale o których słyszałem), by dopełnić TOP20. 

Na pierwsze miejsce wróciło Halloween. Pamiętam dzień, gdzie wkoło trwała świąteczna krzątanina, a ja słuchałem ich świeżo otrzymanej w prezencie płyty. Było to jednak dzień później niż czas powstania powyższej listy, a płytą była wspomniana "The Keeper of the Seven Keys, PART 1". Nie temu więc przypisać należy ponowny wzlot na liście, lecz nagranymi dwa dni wcześniej przez starszego z braci M. sześcioma piosenkami tej kapeli. Część drugą albumu "The Keeper..." wydano trzy miesiące wcześniej, we wrześniu, więc mógł być to on i w ten oto sposób splotły się w mej muzycznej edukacji obie części tego albumu. Stąd me kłopoty z ich odróżnieniem.

Na kolejnych miejscach klasycy thrash-metalu i inne zespoły znane z poprzednich notowań (w tym powracające AC/DC). Dopiero w samej końcówce pojawiają się trzy nowe nazwy: WARLOCK, TURBO i KREATOR.

Kapela WARLOCK, której jeden kawałek nagrany miałem na pierwszej z mych kaset, w 1988 roku powoli kończyła już swój żywot. Wtedy byłem tego jednak całkiem nieświadom, tak jak teraz nieświadom jestem, z którego z czterech wydanych przed '88 rokiem albumów pochodził ten jeden utwór. Więc tu zamieszczam utwór otwierający ostatni z albumów, wydany we wrześniu 1987 roku. Patrzę na niego i tak sobie myślę, że może gdybym widział jakiś z teledysków, to zespół ten pojawiłby się szybciej - może nawet na pierwszej liście, zastępując Samanthę Fox. I też sobie myślę, że jeżeli Nergal też się wychował na Warlock'u, to może tłumaczyć jego późniejsze zainteresowanie Dodą.

W mych zapiskach o nagrywanych i słuchanych zespołach ani słowo nie pada w poprzedzającym listę okresie o "Turbo". Pamiętam, że później, gdzieś w szóstej klasie, dostałem kasetę ze składanką "polskiego mocnego grania", z obwolutą "HEAVY METAL" i tam występował utwór "Turbo", chyba właśnie "Ostatni Wojownik". Jeżeli więc w ogóle w owym czasie słyszałem zespół, a nie tylko słyszałem o nim, były to zapewne kawałki z albumu "Ostatni Wojownik" z 1987 roku, bądź jego angielskiej wersji "Last Warrior" z 1988 roku. Zespół dokonał bowiem czegoś nad wyraz rzadkiego: nagrał drugi raz ten sam album, z tymi samymi utworami, tylko z angielskim tłumaczeniem ich tekstów. Między nagraniami słychać też wyraźnie różnicę w jakości sprzętu nagrywającego (lub jakości pracy producentów), co doskonale ukazują obie wersje utworu "Miecz Beruda / Berud's Sword":

Co do ostatniego na liście KREATOR-a, to na pewno chodziło o płytę "Pleasure To Kill". Ją to przegrałem sobie od starszego z braci M. trzy tygodnie później, gdy już miałem wolne miejsce na kasecie, jej też słuchałem u niego. Choć w momencie powstania tej listy mógł to być zaledwie jeden utwór, zajawka już po Nowym Roku puszczonego w czwartek o 14 całego albumu. Do czasu jej nagrania zdążyłem już kupić sobie "naszywkę" Kreator'a z okładką tej płyty, nieudolnie później skopiowanej na papier przez kalkę:

Kreator

Tym to utworem zakończę więc dzisiejsze wydanie listy:

niedziela, 29 grudnia 2013

Lista przebojów z dnia 12 grudnia 1988 roku, godz. 20:00

Trochę się ostatnio zapuściłem w aktualizacji stanu mej prywatnej listy przebojów sprzed ćwierćwiecza i gdy spojrzałem, okazało się, że w samym grudniu '88 stworzyłem ich trzy edycje, oczywiście ze sporymi zmianami między nimi. Na tej, pierwszej z grudniowych, króluje ciągle po miesiącu słuchania Bon Jovi. Zauroczenie okazało się (stosunkowo, jak na tamte czasy) trwałe.

Na drugie miejsce wskoczył Iron Maiden, a jako, że dawno nie umieszczałem tu żadnego ich kawałka, czas to miejsce na podium uświetnić tytułowym utworem z ich płyty "The Number of the Beast":

Anthrax spadł nieco w mych notowaniach, wciąż jednak utrzymując wysokie miejsce. Najwyraźniej trudno mi było przestać słuchać tych żwawych i melodyjnych utworów. Na czwartym miejscu MetallicA, wciąż z utworami z "...And Justice for All". Jak już wspomniałem, jednym z mych ulubionych kawałków było "Eye of the Beholder". Więc niniejszym go tu umieszczam:

Na piątym miejscu Helloween, którego obie mogące być przyczyną mego uwielbienia płyty już w całości tu zamieściłem. Dalej sama klasyka, aż po znajdujący się na 9. miejscu zespół Amedix, pod którą tą błędną nazwą umieściłem "crust-punk'owy" zespół Amebix. Podobnie jak w wielu innych przypadkach, nie mam pewności, który z ich albumów do mnie trafił, zamieszczam więc losowo wybrany album "Arise!", choćby dlatego, że mogę.

Po kilku kolejnych znanych z tej listy zespołach, wciąż się na niej utrzymujących lub nań powracających, na miejscu trzynastym znalazł się Overkill. Jakiś czas później (w listopadzie '89, jeżeli dobrze pamiętam) dostałem ich płytę "The Years of Decay", tutejsza ich obecność musiałaby jednak związana z którąś z poprzednich ich płyt, które usłyszałem w radiu. Akurat ćwierć wieku temu wydali album "Under the Influence", wybrałem więc jeden z utworów z tego albumu:

Ostatniego na liście David'a Lee Roth'a poznałem dzięki kasecie video, którą miał Wojtek T. Był tam tylko jeden jego kawałek, w wersji koncertowej i do tego niepełny i kilkanaście sekund przebitki z wywiadu, w której widać było, że z David'a jest nielichy żartowniś. I to wystarczyło, by zamknął to wydanie mej listy przebojów. Mam jednak wrażenie, że gdybym miał okazję obejrzeć wtedy jakiś jego teledysk, choćby ten poniższy, do utworu "Stand Up", jego miejsce na liście byłoby znacząco wyższe.

wtorek, 10 grudnia 2013

Gdzieś tak mniej więcej w niedzielę minie ćwierć wieku, odkąd po raz pierwszy usłyszałem album "...And Justice for All" (a przynajmniej większą jego część; resztę puścili w radiu tydzień później), a w nim utwór "One". Nie stał się moim ulubionym utworem na tej płycie ("The Shortest Straw" i "Eye of the Beholder" biły go na głowę; i w sumie nic dziwnego, stwierdzam przesłuchawszy je ponownie), ale uznałem go za równie dobry, co cały album, zwłaszcza końcową część utworu. Dopiero kilka lat później, gdy doszedłem do etapu czytania (tłumaczeń) tekstów piosenek, mocno wspomożony teledyskiem, zrozumiałem, czego ów utwór tłumaczy. I mocno przeraziła mnie sytuacja podmiotu lirycznego, przeraziła mnie myśl, że mógłbym być na jego miejscu. Niemniej jednak słuchałem tego utworu od tamtej pory wiele razy i był on mym pierwszym skojarzeniem w temacie piosenek z jedynką w tytule. Więc podobnie jak red. Mann pozwoliłem go sobie zaprezentować.

Gdy już przeszedł mi młodzieńczy angst i zacząłem słuchać bardziej pokojowo nastawionej muzyki, mój gust muzyczny przez dłuższą chwilę osiadł w muzyce reggae. Moja droga do reggae była nieco kręta, prowadziła bowiem przez "Rób rege" Zacieru, doprowadziła mnie jednak, tak jak doprowadziła większość reggaefilów, do poznania twórczości Boba Marley'a. A tam nie sposób przegapić "One Love", które z przyjemnością tu umieszczam.

Projekt Karpaty Magiczne - One Mother MP3

Kilka lat później mój gust przez czas jakiś nie istniał, a mnie zdarzało się próbować nowych brzmień. Zdarzało mi się bywać na koncertach, gdzie na scenie było więcej osób niż na widowni. Zdarzyło mi się, wraz z Niewesołym, zapisać na listę dyskusyjną o muzyce alternatywnej. I zdarzyło mi się aż dwukrotnie, raz z samym Niewesołym, drugi raz z całym stadem, być na koncercie "Karpat Magicznych". Pierwszy z koncertów odbył się w zdesakralizowanym kościele, drugi na festiwalu teatrów. Oba były mocnymi przeżyciami i choć od kilku lat ani razu nie słuchałem twórczości Projektu, to ujrzawszy w ich twórczości piosenkę z jedynką nie zawahałem się ani chwili. Mimo iż nie rozróżniam twórczości Karpat Magicznych na tyle, by móc ocenić, czy na którymś z owych dwu koncertów zdarzyło mi się słyszeć ten utwór.

Skłamałbym mówiąc, że jestem wielbicielem, czy nawet regularnym słuchaczem King Crimson. Cała moja o tym zespole wiedza pochodzi od Nieogolonego, który swego czasu był ich gorącym fanem. Na tyle, że gdy pewnego razu trafiliśmy na jakieś flower power party, z muzyką z lat 70-tych, Nieogolony (choć akurat wtedy był ogolony) odrzekł na mą uwagę o wyjściu na parkiet, że tylko jeden utwór jest w stanie go tam wyciągnąć. "Ale go tu nigdy nie puszczą", dodał. Utworem tym miał był właśnie "21st century schozoid man". I tak to rozpoznałem ten utwór już po kilku pierwszych taktach, bo mój kompan od piwa wstał i pośpiesznym ruchem oddalił się w stronę parkietu. Żywiołowo przetańczył cały utwór, po czym wrócił i do końca imprezy ruszał się z krzesła tylko do kibla lub po kolejne piwo. Tak więc, jak powtórzyłem utwór po red. Mannie, tak po ɺed. Gacek powtórzę ideę utworu, gdzie w tytule jest liczba zawierająca cyfrę jeden.

Miałem też w swym życiu taki rok, gdzie nad wyraz regularnie słuchałem kompilacji "The best of..." zespołu Jethro Tull. Nie znałem wcześniej tego zespołu, ale płyta wciągnęła mnie rozpoczynającym "Acres Wild" i mimo typowego  dla składanek braku równości między poszczególnymi piosenkami zwykle słuchałem jej całej. Czasem jedynie, gdy miałem wolne ręce, przewijałem pojedyncze, nie pasujące mi wtedy do nastroju, utwory. Na płycie tej było też i "Dharma for One", więc i z tym utworem się osłuchałem. I przypomniałem sobie o nim na użytek tej listy.

A gdy pomysły na dalsze utwory zaczęły mi się już kończyć, przypomniałem sobie, że przecież poza językiem angielskim i polskim, istnieje też wiele innych, w tym język niemiecki. Gdzie jedynka ("ein") nad wyraz często pojawia się w tytułach. Wpierw chciałem zakończyć wpis "Jedną małą nocną muzyczką" Wilczychoda Teofila Mozarta, ale potem przypomniałem sobie inny utwór z "Ein" w tytule, który to utwór po przypadkowym zasłyszeniu w telewizji krążył mi potem całymi tygodniami po głowie. Oto piosenka o jednej ("ein") lamie w Yokohamie:


Tagi: Mann&Gacek
08:48, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA