Blog > Komentarze do wpisu

"Henryk Kwiatek" Świetliki

Nie pamiętam już dokładnie, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się ze Świetlikami: czy był to rok szkolny 95/96, gdy ledwie co wydali swą debiutancką płytę, czy też rok kolejny, gdy w sklepach pojawiła się ich druga płyta. Pamiętam za to, że poznałem ich dzięki koledze z klasy, Piotrowi P., który wtedy się w te płyty zasłuchiwał na tyle, że przekonał do twórczości zespołu swą kilkuletnią (sześcio? dziewięcio? jakoś tak) siostrę, którą potem - ponoć na jej życzenie - ogolił na łyso. Tak czy owak, na pewno obie ich pierwsze płyty były mi znane ponad dwie dekady temu. Bliżej już tej cezury czasowej wsłuchiwałem się w te piosenki w wakacje '97 wraz z Czarną-Białą, którą byłem wtedy zauroczony, a która zauroczona była wtedy m.in. twórczością Marcina Świetlickiego.

Równo dwie dekady temu, we wrześniu 1997 roku, korzystając z pierwszych wrześniowych wakacji (i zważywszy na moje studenckie dzieje, jedynych gdy wakacje obejmowały cały ten miesiąc) wybraliśmy się z Niemałym (który na czas tej wycieczki przybrał miano "milorda" skutkiem nad wyraz kulturalnej kłótni internetowej z Nieogolonym, który w tych samych okolicznościach zyskał miano "margrabiego") na tydzień do jego rodzinnej hacjendy, ukrytej wśród szczątkowej wioski na końcu drogi we wschodnich rubieżach województwa elbląskiego (w tamtych czasach istniało coś takiego). Gdy wysiedliśmy w poniedziałkowe wczesne mocno pochmurne popołudnie na dworcu w Elblągu, korzystając z faktu, że do PKS-u mieliśmy kilkadziesiąt minut, postanowiliśmy zrobić zakupy przed wyruszeniem w tereny zruralizowane. Będąc studenciakami czas ten spędziliśmy w pobliskim antykwariacie, gdzie nabyliśmy - licząc na to, że stanie się ta lektura Leitmotivem wyjazdu - "Długi deszczowy tydzień" Jerzego Broszkiewicza.

Gdy wracaliśmy już z antykwariatu i przemierzaliśmy opustoszały plac przed dworcem PKP otoczony betonowymi słupkami i szarymi budynkami, pod ciężkim szarym niebem, Niemały rozejrzał się dookoła i rzekł: "Ale zajebiście by tu brzmiał "Henryk Kwiatek"". I faktycznie, gdy podniosłem wzrok i ujrzałem ten pejzaż, musiałem przyznać mu rację. Miejsce korespondowało z brzmieniem tego utworu (a przynajmniej nie kolidowało).

Byłem w Elblągu później jeszcze kilka razy i wiem, że ten plac uległ przebudowie. Nabrał koloru i flory. Wygląda znacząco bardziej współcześnie i estetycznie. A jednak, gdy tamtędy przechodziłem ostatni raz parę lat temu, żałowałem, że teraz ten plac już koliduje z utworem.

A gdy utwór ten czasem wciąż w mej głowie pobrzmiewa (pobrzmiewa refren, choć nim przebrzmi pamiętam już całą treść utworu) raczej niż szarość teledysku widzę w głowie szarość betonowej pustyni post-socrealistycznego miasta owego pochmurnego wrześniowego poniedziałku dwie dekady temu.

poniedziałek, 25 września 2017, nieuczesany23

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA