Blog > Komentarze do wpisu

"Oh Yeah" Ash

Przeszło dwie dekady temu po raz pierwszy zacząłem być w związku. Dwa dni później po raz pierwszy przestałem być w związku. Kolejne trzy dni później po raz pierwszy ponownie byłem w związku, by kolejne dwa dni później znowu nie być. A dopiero dekadę później, też na skutek wakacyjnego zauroczenia, założyłem sobie konto na popularnym portalu społecznościowym i poznałem frazę "It's complicated", która dość dobrze ten okres mego życia oddawała. To jednak nie osłabiało mego zauroczenia. "Oh Yeah she was taking me over", jak śpiewa wokalista zespołu Ash:

Zespól ten, a właściwie wyłącznie jego kasetę zatytułowaną "1977" poznałem właśnie owego lata. Znalazłem ją w pokoju mej ówczesnej ukochanej, by chwil kilka później dostać ją od niej w prezencie, jej bowiem się zbytnio nie podobała. Prezentów się nie odmawia (a przynajmniej nie w takim stanie ducha) i tak przez parę tygodni zacząłem tej kasety słuchać, a na niej wszystkich utworów - oraz dwóch dogranych na stronie "B", którymi zagrała ukryty utwór zatytułowany "Sick Party" składający się z odgłosów wymiotującego zespołu.

Poza owymi utworami album zdał mi się jednorodny - żadnego utworu nie byłem w stanie jakoś wyróżnić od reszty, może jedynie poza "Girl From Mars", w którym tekst rozumiałem bardziej od reszty. Nie oznacza to jednak, że mi nie przypadł do gustu - było żwawo, były gitary i był to prezent od ukochanej. Czegóż by więcej można w takim stanie ducha chcieć?

Ten utwór też mi przypadł do gustu i dwa wersy refrenu sobie nierzadko nuciłem, choć rzecz się działa w upalne dni lipca (w drugiej połowy lipca, właściwie) i był raczej środek lata niż jego początek. Reszta tekstu też pasuje umiarkowanie (może poza frazą "talking too long as the night came on", które to rozmowy na balkonie patrząc na ciemniejące wieczorne niebo zresztą było tego związku bezpośrednią przyczyną): to nie ona, a ja do jej domu przybyłem (w ramach rewizyty; a nawet gdy odwiedzała mój dom kilka dni wcześniej, był to już początek upalnego lipca, a nie ciepły czerwcowy wieczór) i nie odwoziłem jej po północy do domu, lecz sam tak do swojego wracałem (nie posiadałem wtedy prawa jazdy, odwoziłem więc ją jedynie autobusem linii 184 z centrum jej miasta do jej dzielnicy i działo się to chwilę przed 23; jednak ja do swego domu wracałem już grubo po północy i wcale mi to wtedy nie przeszkadzało).

"I remember everything", śpiewa dalej wokalista i ja też pamiętam wszystko: i bar naprzeciwko Baszty "Jacek", gdzie pierwszy raz w życiu jadłem czereśnie, i Zaułek Zachariasza Zappio, polecony mi wtedy jako najbardziej urokliwy zakątek miasta (i faktycznie takim był, ale by to docenić należało się tam wybrać grudniowego popołudnia, gdy z czarnego nieba padał oświetlony pojedynczą lampą śnieg), i upały owego lata, sprawiające, że ma ówczesna ukochana brała trzy prysznice dziennie, i Grabarza chwalącego się nowym tatuażem mającym "załatwić mu" kategorię E podczas komisji wojskowej, i związane z burzliwym początkiem tego związku rozdarcie wśród znajomych, i wieczorne powroty do domu, gdy "I felt so good everything was alright", i tę panią, która krzyczała na nas pewnym późnym popołudniem, gdy siedzieliśmy przytuleni do siebie na Mariackiej i późniejszą konstatację, że pewnie krzyczała dlatego, że ze względu na me długie włosy wzięła nas za lesbijki, i wieczorne telefony i telefon, który wykonałem z angielskiej budki telefonicznej niedzielnego poranka po tym, jak z Nieogolonym noc przespaliśmy w lesie, i dziewczynę przy sąsiednim stoliku w barze na Długim Pobrzeżu, która chwaliła się swą przeprowadzką do Stanów karykaturalnie wręcz przesadzając z "hamerykańskim" akcentem, i nawet tę kasetę...

Wszystko się jednak kończy, i skończyło się owe upalne lato. Do dziś miło je wspominam i gdybym niczym Billy Pilgrim z "Rzeźni numer pięć" Kurta Vonneguta (z którym też tego właśnie lata zostałem zapoznany) mógł odwiedzać wszystkie momenty swego życia, te wakacje odwiedzałbym - mimo (a może z powodu?) intensywności bólu ówczesnych rozstań - z przyjemnością. I choć nasze drogi później się rozeszły, zdecydowanie "still I don't regret one thing".

piątek, 04 sierpnia 2017, nieuczesany23

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA