Blog > Komentarze do wpisu

"Girl from Mars" Ash

Jak wspomniałem, utworem który najbardziej zapadł mi w pamięć z albumu "1977" zespołu Ash, było "Girl from Mars". Może dlatego, że fragment o miłości do dziewczyny, z którym jako zakochany w dziewczynie mógłbym się utożsamiać, zaśpiewany był na tyle wyraźnie, że byłem w stanie bez problemu go zrozumieć i powtórzyć.

Może zaś dlatego, że jest to utwór o miłości raczej niespełnionej, a w czasie owego skomplikowanego (as in "It's compilcated.") związku było dużo wieczorów, gdy słuchałem tej otrzymanej w prezencie kasety leżąc samotnie na swym łóżku nie będąc już w związku - i "nie wiedząc, że jak feniks piękny miłość umierająca w mroku w blasku odradza się jutrzenki" (choć dokładnie za tydzień miną równo dwie dekady, gdy pierwszy raz przeczytałem te słowa, kupiwszy tom z "Piosenką Niekochanego" Guillaume'a Apollinaire'a (ISBN: 83-08-02548-X) właśnie dlatego, że się takim nierzadko wtedy czułem), nie widziałem zarazem, że nie jestem także jeszcze w związku.

Podobnie jak podmiot liryczny pamiętam* czasy owego zauroczenia. Wiem więc, że reszta piosenki nie pasuje już do tej sytuacji zbyt dokładnie: imię mojej ukochanej znałem (co nie zmienia faktu, że zdawała mi się istotą z innej planety), choć paliła, to nie "Henri Winterman Cigars", lecz "Irysy",

(które też wryły mi się w pamięć na tyle, że gdy niemal dekadę później w mym ulubionym barze[citation needed] ujrzałem, że ktoś je pali, natychmiast napisałem następujące haiku (a raczej utwór haikopodobny):

„Oto irysy / Pamięć dawnych miłości / Wciąż we mnie żyje.” [25.2.5])

i nie graliśmy w karty, lecz w "Mortal Kombat 1", które to partie do dwóch zwycięstw ("best out of three") przegrywałem za każdym razem w stosunku 1:2. Takim samym stosunkiem przegrywałem wiele lat później pojedynki szachowe z Zieloną, nauczywszy się w obu przypadkach szybko, że zwycięstwa w rywalizacji z żądną wygranej dziewczyną są pyrrusowe, bo duma z ich powodu nijak nie rekompensuje złości ukochanej, a zbyt łatwa przegrana "do zera" powoduje lawinę złośliwości. Co z czasem zaczynało mnie drażnić, bo świadom byłem, że w obu tych rywalizacjach choć może nie wygrałbym każdej pojedynczej gry, to na pewno bez problemu wygrałbym każdy pojedynek do dwóch zwycięstw. Sztuczka więc polegała na tym, by przegrać i czerpać korzyści z dobrego humoru przeciwniczki, ale w sposób dość wyrównany, by nie wzbudzać podejrzeń, że się podkładam i zachować nieco szacunku w jej oczach. Po latach mogę stwierdzić, że chyba mi się udało i nie wykluczam, że obie me ówczesne partnerki do dziś sądzą, że były w tych rywalizacjach naprawdę ode mnie lepsze.

(Pewnie dlatego kilka miesięcy później, gdy u kandydata do Oskara piliśmy wódkę żurawinową i graliśmy w "Mortal Kombat IV", ma ówczesna ukochana - której na starcie pozwoliłem dokładnie w ten sam sposób się ograć - zdziwiona była, że bez większych problemów udało mi się przejść całą grę w ciągu dwóch kwadransów (fakt, że nie na najwyższym poziomie trudności), podczas gdy jej nie udawało się pokonać jednego z pierwszych przeciwników. Mój podstęp wyszedłby może na jaw, ale zrzuciłem odpowiedzialność na wypitą wódkę i nadal mogłem w ten sposób poprawiać nastrój ukochanej, by zbierać potem tego dobrego nastroju owoce.)

Teraz, dwie dekady później, trudno mi już z przekonaniem powtarzać za wokalistą "I still love you, Girl From Mars". The moment has passed i ścieżki nasze - choć przez kilka kolejnych lat często się ze sobą splatały - rozeszły się dawno temu. Zawsze jednak, nawet w okresie, gdy byliśmy ze sobą mocno skonfliktowani, wiedziałem, że to część mego stada. Co kiedyś, gdy już była mężatką, doprowadziło do bardzo zabawnej sytuacji, której komizmu nikt poza mną nie był w stanie docenić.

Teraz też, dwie dekady później, tytuł "Girl from Mars" kojarzy mi się zupełnie inaczej. Mimo przekonywań amerykańskich pop-psychologów, że "Mężczyźni są z Marsa, [a] kobiety z Wenus" (ISBN: 978-83-7510-312-0), ulubioną planetą Rozczochranej jest właśnie Mars (Rozczochrany zaś preferuje Saturna). Uwielbia o nim czytać i oglądać filmy i gorąco pragnie na niego polecieć. Nie wiem, czy jej się uda spełnić te marzenia (i, zważywszy na brak magnetosfery Marsa, nie wiem, czy chciałbym, by się udało), ale nawet jeśli nie, dla mnie zawsze pozostanie dziewczynką z Marsa.

(To niejedyna zmiana w postrzeganiu wersów znanych mi piosenek odkąd zostałem rodzicem. O innym wersie, z utworu "Things Have Changed" Boba Dylana, już zdążyłem napisać.)

* "- Nie zapomnę. Nigdy. Ale może ci to kiedyś wybaczę", jak dwa lata później jej podczas kłótni zacytowałem (z pamięci) Froda Bagginsa (ISBN: 83-07-02173-1 / 83-85100-08-3). Ciekawe, czy nadal pamięta, o co wtedy poszło (ja i owszem).

wtorek, 08 sierpnia 2017, nieuczesany23

Polecane wpisy

  • "Oh Yeah" Ash

    Przeszło dwie dekady temu po raz pierwszy zacząłem być w związku. Dwa dni później po raz pierwszy przestałem być w związku. Kolejne trzy dni później po raz pie

  • "Lust for Life" Iggy Pop

    Jednym ze sporych plusów obejrzanego nieco ponad dwie dekady temu filmu "Trainspotting" była ścieżka dźwiękowa. Zwykle nie odpowiadają mi (a przynajmni

  • "Nightclubbing" Iggy Pop

     Obejrzany film "T2 Trainspotting" przypomniał mi o dwóch piosenkach z jego soundtrack u (który kupiłem i intensywnie przesłuchiwałem), które zapamięt

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA