Blog > Komentarze do wpisu

"Lust for Life" Iggy Pop

Jednym ze sporych plusów obejrzanego nieco ponad dwie dekady temu filmu "Trainspotting" była ścieżka dźwiękowa. Zwykle nie odpowiadają mi (a przynajmniej zwykle nie odpowiadały mi wtedy) elektroniczne brzmienia, tu jednak idealnie pasowały do filmu. Gdy jednak kupiłem sobie kasetę ze ścieżką dźwiękowo, typowo dla mnie najbardziej zachwyciły mnie trzy bardziej tradycyjne utwory muzyczne, gdzie były gitary, wokal i tekst. Jednym z nich był opisany już "Perfect Day" Lou Reeda; dwa pozostałe były autorstwa Iggy'ego Popa, a drugim z nich było otwierające film "Lust for life".

Byłem wtedy pełen żądzy życia. I jak najdłuższego jego trwania ("I intend to live forever or die trying", jak całe lata mawiałem, znalazłszy tą maksymę w czyjejś stopce na Usenecie parę lat później), i jak najintensywniejszego go przeżywania. Nie byłem może "zdobywcą biegunów", jak Nieogolony, ale przeżywałem wtedy swe życie intensywnie. Co zresztą u nastolatka niczym dziwnym nie jest.

W latach późniejszych żądza życia wiecznego pozostała i podejrzewam, że z nadchodzeniem starości (której jeszcze na co dzień sobie nie uświadamiam) jeszcze się zintensyfikuje, zaś intelekt sprawił, że uświadomiłem sobie, że życie intensywne i życie długie są ze sobą zwykle w ujemnej korelacji ("najjaśniejsze gwiazdy świecą najkrócej") i ograniczyłem życia intensywność na rzecz przewidywanej długości życia. Na szczęście jestem nostalgicznym introwertykiem, więc zawsze wystarczały mi krótkie okresy intensywnych działań, które potem mógłbym sobie miło wspominać w samotne długie zimowe wieczory.

(Na przykład takim intensywnym okresem były wakacje w połowie między "wtedy" a "teraz", czyli dekadę temu. Się wtedy działo.)

Choć piosenka zauroczyła mnie tym, że tekst posiada, nie zrozumiałem z niego sporej części. Na wkładce do kasety tekstu nie było (kasety z soundtrackami nie miewały, wolne miejsce na wkładce zapełniając kadrami z filmu), Internetów nie było (poza domem Nieogolonego), a moje zrozumienie języka nie było tak dobre jak teraz. Dlatego na przykład nie zrozumiałem drugiego wersu piosenki ("with the liquor and drugs"). Szkoda, na pewno inkorporowałbym go do swego słownika, a dwa pierwsze wersy nucił idąc na kolejne spotkanie z Nieogolonym, mając plecach cały wypchany używkami.

Zrozumiałem za to wyraźnie ostatni wers pierwszej zwrotki ("he's gonna do another strip tease"), który przemawiał do mnie wtedy tym bardziej, że lubiłem w tamtych czasach paradować nago. Stwierdzałem, że jako poprawnie zbudowany osobnik ludzki nie mam się czego wstydzić (choć wstyd z golizny odczuwałem, sztuczka polegała na tym, bo go pokonać) i dałem się nawet nagrać na (zaginioną lata temu) kasetę video, gdy paradowałem tak do muzyki Beethovena podczas jednej z imprez w ówczesnym domu Nieogolonego.

Głównie jednak zrozumiałem i zapamiętałem refren. Nuciłem i śpiewałem go sobie przez kolejne lata podczas bardziej hipomaniakalnych chwil w mym życiu - aż parę lat temu praktycznie przestałem. I settled i teraz cieszy mnie me codzienne, spokojne życie i z chęcią trwałbym w nim wieczność bez bardziej intensywnych przeżyć. Jednak od czasu do czasu czuję w sobie jeszcze ową młodzieńczą żądzę, chęć imprezowania jakby jutro miało nigdy nie nadejść. Zwykle wystarcza mi jednak tydzień podczas wakacji, gdy tej żądzy daję się wyszaleć, przez resztę roku zaś to, że wychodzę na miasto przejść się po knajpach. Czasem jednak ta chęć jeszcze się na wierzch mnie przebija. Z jednej strony, z wiekiem coraz rzadziej, z drugiej zaś kryzys wieku średniego czyha na mnie tuż za rogiem, może więc jeszcze nadejdzie czas, gdy znów często będę śpiewał zwrotki tej piosenki.

środa, 26 lipca 2017, nieuczesany23

Polecane wpisy

  • "1979" The Smashing Pumpkins

    Drugim z albumów, które mocno kojarzą mi się z wrześniowym wyjazdem na hacjendę Niemałego dwie dekady temu , jest "Mellon Collie and the Infinite Sadness᥿

  • "12 groszy" Kazik

    Przez długie lata w odróżnieniu od rówieśników nie byłem fanem twórczości Kazika. Do dziś zresztą nie odróżniam jego formacji, projektów, zespołów i kapel: nie

  • "Henryk Kwiatek" Świetliki

    Nie pamiętam już dokładnie , kiedy po raz pierwszy zetknąłem się ze Świetlikami: czy był to rok szkolny 95/96, gdy ledwie co wydali swą debiutancką płytę, czy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA