Blog > Komentarze do wpisu

"Lucy in the Sky with Diamonds" The Beatles

Równo dwie dekady temu, rankiem 3 sierpnia 1996 roku wyszliśmy z Nieogolonym z obozu nad jeziorem, na którym wtedy przebywaliśmy, w leśne gęstwiny, gdzie po paru minutach znaleźliśmy uroczą, nasłonecznioną polankę. Usiedliśmy na niej, po czym każdy z nas włożył sobie pod język kawałek papieru (przedstawiający fragment obrazku druida Panoramixa) nasączony dietyloamidem kwasu D-lizergowego, czyli (jako to się wtedy slangowo nazywało) "zarzuciliśmy kwasa".

Piosenka Beatlesów wyraźnie nawiązuje do tego doświadczenia. Nawiązanie jest zbyt oczywiste, bo przekazane już w akronimie tytułu. Pamiętam, jak John Lennon w wywiadzie mówił, że dopiero poniewczasie zdali sobie sprawę ze skrótu tytułu "i to wcale nie oto chodzi" (pamiętam też, jak Nieogolony mi mówił o swych rozmowach z botem mającym "być" Johnem Lennonem i on powtarzał to samo). Dzięki owemu doświadczeniu widzę jednak nawiązania w samym utworze. I sama muzyka "pasuje" do kwasowego nastroju, i całe frazy doskonale oddają moje odczucie po zażyciu.

Poza oczekiwaniem, aż zacznie działać. Tego fenomenu piosenka nie oddaje, a wydaje mi się immanentnym składnikiem doświadczenia. Widziałem to kilka razy u innych ("Nic mnie nie wzięło... Nic mnie nie wzięło... Co tu robi ten słoń?!"), czułem i u siebie. Wobec tego pierwszego tripa zacząłem od nucenia sobie piosenki "A Ty Co?" Elektrycznych Gitar, do których dopisywałem zwrotki o tym, że Nieogolonego wzięło (położył się parę chwil wcześniej), a mnie nie.

"Zanim mnie porządnie wzięło, wymyśliłem chyba z 10 zwrotek piosenki ‘A ty co?’ Elektrycznych Gitar oraz kilka rymów, których niestety już nie pamiętam."

And then it hit me, jak mawiają bokserzy. Zaczęło się od wątków religijnych, co może w jakiś sposób być związane z faktem, że w ramach przygotowań Nieogolony przeczytał i wydrukował mi, bym i ja przeczytać mógł, "Tybetańską Księgę Zmarłych" po angielsku. Tak czy owak I pictured myself - and I'm gone:

"Zaczęło się od tego, że promień pierwotnego światła zauważyłem za twarzą Jezusa podnoszącego ręce do modlitwy. Później był fragment o Jezusie wyganiającym kupców ze świątyni i kontynuacja tej sceny. Nie mam pewności, czy kontynuacja ta jest w Nowym Testamencie, czy nie, a jeśli jest, to czy jest taka sama jak moja. Potem sam usiłowałem wygonić pełno osób z mojej świątyni, ale zostałem zakrzyczany przez czterech Kaczych Dziobów i dwóch braci Andrzejów, wobec czego zacząłem się zmniejszać, aż w końcu zniknąłem. Po tym incydencie znalazłem się na wzgórzu podczas słonecznego dnia (około południa), wśród wielu znajomych. A może to po prostu świątynia znikła?"

Potem zaś pojawili się Bitelsi. Ten utwór na pewno w jakiś sposób też ich przywiódł na tory mych myśli i wizji, ale trudno powiedzieć, jak bardzo, gdyż płynęli kajakiem i grali na fanfarach. Chwilę po nich (a może chwilę wcześniej?) zaczęły się zaburzenia czasowe, podczas których obserwowałem z zewnątrz samego siebie przyglądającego się Bitelsom przepływającym na kajaku i grającym na fanfarach, i gdyby ktoś wtedy zadał mi jakieś pytanie, I'd answer quite slowly. Wiem to, bo pamiętam jak bardzo wolno odezwał się do mnie po kilku (siedmiu-ośmiu) godzinach leżenia obok bez ruchu Nieogolony.

"A skoro już jesteśmy przy tripie - pozostałe motywy: znani już Beatelsi na kajaku z fanfarami przepływający gdzieś w górnym prawym rogu świadomości, zaburzenia czasu, a oprócz tego zauważenie białego królika za moimi plecami i jego ruchów włącznie z mimiką tylko za pomocą słuchu, moi rodzice (pojawili się tuż za Beatelsami, ale w lewym dolnym rogu) sprzed dwudziestu - dwudziestu pięciu lat, pełno ich znajomych i wykładowców ze studiów, z czego jednego zapamiętałem lepiej, gdyż przy wyczytywaniu listy obecności rzekł: ‘Perrrycz’ (takie przeciąganie literrry ‘r’), którzy to starzy po chwili zaczęli się rozpadać na tysiące kawałków, zauważenie komara ssącego mą krew i poczucie w tym momencie mojego całego układu krwionośnego (dosłownie płynąłem żyłami i w końcu wpłynąłem do komara), ponadto oczywiście kwadrofonia (żeby tylko - tam było przynajmniej szesnaście kanałów) podczas słuchania traktora okrążającego całą Ziemię będącą tylko i wyłącznie polanką, na której leżałem, przy czym po każdym okrążeniu Ziemia się zmniejszała (obraz tej polanki z traktorem potem obracałem we wszystkie strony), potem lot nad polanką zakończony lądowaniem we własnym ciele i od razu wnikanie w ziemię. Gdy wnikłem już do połowy, usłyszałem Nieogolonego lejącego za mną, przy czym o tym, że to był odgłos oddawania moczu dowiedziałem się dopiero później, był to bardziej odgłos wylewania zawartości szklanki na beton (jeśli ktoś widział "Super Mario Bros." i pamięta scenę, gdy Koopa zamienia się w gluta - to było dokładnie to samo, ale słuchowo).

Później gonienie za światłem, przy czym wyglądało to tak, że pode mną było coś ze światłem (reflektorem) i to coś oddalało się, a ja usiłowałem to dogonić, przy czym raczej płynąłem niż biegłem i to wszystko w całkowitej ciemności. Jako analogia nasuwa mi się (i zresztą to było naprawdę bardzo do tego podobne) podpływanie od góry do płynącej (uciekającej) łodzi podwodnej na dużej głębokości. Potem, gdy już to dogoniłem, a nawet przegoniłem, i odwróciłem się, by zobaczyć co to jest, ujrzałem twarz Terminatora (do połowy mechaniczną, do połowy ludzką), przy czym z mechanicznego oka (tego po mojej prawej stronie) wydobywał się snop idealnego światła, które było tuż nade mną. Usiłowałem podpłynąć, ale z perspektywy tych 3 prawie miesięcy nie pamiętam już czy mi się udało. W międzyczasie zdążyłem zauważyć siebie sprzed pewnego czasu (szło to tak: ‘To są rodzice, to jakiś ich wykładowca, to ja, kiedy przyglądam się Beatelsom, to jest...’), jak zwykłem mówić: ‘sprzed pięciu minut’. W ogóle anomalie czasowe były bardzo ciekawe. Mimo, że czas mi leciał jakieś dziesięć razy szybciej niż normalnie, to pewien samolot przez ‘pięć minut czasu lokalnego (normalnego)’, czyli przez dość długi okres, przekraczał nade mną barierę dźwięku. Jeszcze był fragment o porozumiewaniu się ślepców (ewentualnie zwykłych ludzi w całkowitej ciemności) na dalsze odległości, podczas którego to fragmentu doszedłem do wniosku, że jeśli w takich momentach porozumiewa się na migi, to kiwanie głową bardzo pomaga. Wobec czego, gdy Nieogolony, zadał mi pytanie: ‘Ś - w - i - a - d - o - m - o - ś - ć - ?’, którego to pytania czas trwania określił bym teraz na cztery sekundy, odpowiedziałem skinieniem głowy, ale dopiero po tym, jak myślami usiłowałem mu to powiedzieć na migi."

Nade mną nie górowały celofanowe kwiaty, ale sama górująca trawa (i wspomniany komar) wystarczyły, by poczuć potęgę natury. Wszystko było niesamowite. Nie podążałem za nikim, i nikt się do mnie nie uśmiechał, bo jako skrajni introwertycy na miejsce doświadczenia wybraliśmy miejsce, gdzie nikt nas nie będzie niepokoił. I chyba nam się udało - nie mamy pewności, czy facet w żółtym sztormiaku, którego Nieogolony zobaczył, kiedy przytulał fikcyjne postacie z bajek, był rzeczywisty, czy nie. Mógł być, bo w odróżnieniu od owych postaci on się nie uśmiechał. My i owszem:

"Gdy spojrzeliśmy z Nieogolonym na siebie nawzajem, wybuchnęliśmy śmiechem. Nie wiem, jak według Nieogolonego wyglądałem ja, ale on wyglądał dokładnie jak postać z japońskiej kreskówki - duże oczy, lekko kwadratowawa twarz i ogólnie... Nie, tego się nie da opisać. Wtedy stwierdziliśmy, że należałoby się przejrzeć, ale jedyne co mieliśmy i co odbijało obrazy, to była łyżeczka. Skorzystaliśmy z tej szansy. Było wiele radości (‘Nie, ja chyba nie mogę tak wyglądać. A może?...’). Potem postanowiłem się odlać. Zacząłem lać i spojrzałem pod siebie, by zobaczyć na co leję. Gdy po chwili znów zacząłem patrzeć przed siebie, wpadła na mnie myśl, że coś nie w porządku z moimi stopami - kiedyś chyba były większe. Spojrzałem na nie jeszcze raz - były jeszcze mniejsze niż przed chwilą! Wyglądało to tak, jakbym patrzył na nie z wysokości dwóch i pół metra." 

Gdy nieco się ogarnęliśmy po mniej więcej ośmiu godzinach, podczas których nasze ciała leżały bez ruchu na polance, a nasze umysły latały wolne jak ptaki, zaczęliśmy wracać do zgromadzeń ludzkich. Pamiętam uprzednio wyczytane uwagi, by po "kwaszeniu" zrobić sobie trzy dni przerwy od codzienności, by do końca dojść do siebie (co uważam po czasie za doskonałą radę; w ten sposób dajemy sobie trochę czasu na okrzepnięcie przed wpadnięciem w stare koleiny). Jednym z pierwszych widoków, które ujrzeliśmy, był zdenerwowany młodzieniec z mieczem goniący innego młodzieńca. Zdecydowanie było to miejsce, gdzie trudno było popaść stare koleiny.

"Potem wróciliśmy do obozu i poszliśmy do baru, po drodze rozwodząc się nad pięknem tego świata i dosyć ciekawymi aspektami życia w nim (‘A te krążki? Po co one są?’). W barze, kiedy siedzieliśmy i po wymienieniu krążków na podłużne przedmioty, służące do wrzucania do pewnego otworu, spotkała mnie jeszcze jedna niespodzianka. (...)"

Każde kwaszenie, które w życiu przeżyłem (a było ich później jeszcze kilka) zmieniło mnie. Spora część miała jakieś pojedyncze olśnienie, które zmieniło me wcześniejsze nawykowe zachowania. Tutaj nastąpiło to w obozie i później w barze, podczas rozważania idei działania metalowych krążków. Same z siebie bezużyteczne, dawały się wymienić na przydatne produkty, jak ciepłe jedzenie czy zimne napoje. Przed 3 sierpnia '96 byłem skrajnie oszczędny. Nie wydawałem pieniędzy na śniadania w szkole, by mieć ich nieco więcej. Odmawiałem sobie czasem słodyczy i nie kupowałem rzeczy, które mi się podobały, bo chciałem mieć jak najwięcej pieniędzy, cały skarbiec niczym Sknerus McKwacz z "Siostrzeńców Kaczora Donalda". Wtedy zrozumiałem, że pieniądz to tylko narzędzie, a nie cel. Olśnienie było tak silne, że tydzień później wydałem na "imprezie dłuższej niż wojna" milion złotych, oszczędzanych przez poprzednie miesiące. Ale o tym kolejnym razem. 

"Bobym zapomniał: poznawanie własnego ciała (ograniczonego zresztą znacznie) za pomocą jedynie języka i zębów (tylko tyle czułem z całego ciała). Poznałem się po braku dolnej lewej piątki. Potem wpadłem na pomysł, że ponieważ w katastrofach lotniczych ciała identyfikuje się po zębach, to powinno się produkować całe takie mechanizmy: zęby i język, który identyfikuje, czy dane zęby należą do odpowiedniego człowieka (właściciela języka) na odpowiedniej podstawce z nazwiskiem właściciela języka." [fragmenty zapisu z 27.X.96]

Bobym zapomniał: trudno mi wyobrazić sobie, by móc nadużywać LSD. Sam "zarzucałem" średnio co dwa - trzy lata. A osiem lat temu przestałem, bo przestałem mieć dojścia. Kawał czasu minął od tamtej pory, tyle się pozmieniało, a ja wciąż być może tkwię w dawnych koleinach...

środa, 03 sierpnia 2016, nieuczesany23

Polecane wpisy

  • "Passenger" Pop

    Pisałem poprzednio , poniżej po prostu powtórzę: "Passenger'a" poznałem podczas pierwszego pokładania (perfekcyjnie poczwórne pięciolecie przedtem ). Pośrodku p

  • "Girl from Mars" Ash

    Jak wspomniałem , utworem który najbardziej zapadł mi w pamięć z albumu "1977" zespołu Ash, było "Girl from Mars". Może dlatego, że fragment o miłości do dziew

  • "Oh Yeah" Ash

    Przeszło dwie dekady temu po raz pierwszy zacząłem być w związku. Dwa dni później po raz pierwszy przestałem być w związku. Kolejne trzy dni później po raz pie

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA