Blog > Komentarze do wpisu

z cyklu "redaktor Mann i ɺedaktoɺ Gacek": "Piosenki dobre do podrywu"

Gdy usłyszałem temat audycji mej ulubionej pary redaktorów z dnia 15 września br, "Piosenki na podryw", natychmiast przypomniałem sobie zasłyszane przeszło dekadę temu od kolegi o nad wyraz nordyckiej ksywie zdanie, że podstawą sukcesu przy wyrywaniu panien jest mieć w domu w odtwarzaczu płytę Katie Melua. "Żadna się nie oprze", dodał wtedy, a że akurat mówił o tym w drodze do sklepu po piwo, przed wyruszeniem po które leżał w objęciach bliżej nieznanej mi niewiasty, wydał mi się w swych przekonaniach wiarygodny. Mimo tego nigdy tej rady w życiu nie wykorzystałem i do wczorajszego poranka jedynym znanym mi utworem Katie Melua było "Nine Million Bicycles". Którego wtedy jeszcze słyszeć nie mogłem, bo druga płyta, ten utwór zawierająca, jeszcze nie została wydana. Na pierwszej, podówczas jedynej, nigdy nie słuchanej przeze mnie płycie, o której mówił Sigurd, uwagę przyciąga już samym tytułem utwór "My Aphrodisiac Is You".

Gdyby nie wspomnienie tej rady, pewnie jako o pierwszym utworze pomyślałbym o jedynym szlagierze zespołu Deep Blue Something, czyli "Breakfast at Tiffany's". Choć tekst odnosi się raczej do końca niż początku relacji, to odpowiednio akcentując wersy (przedkładając "You say that we've got nothing in common / No common ground to start from / And we're falling apart" nad "So what now? It's plain to see we're over.") da się go zastosować też i do początku. W tym tekst refrenu, która optymistycznie zwraca uwagę, że nawet jeden lubiany przez oboje film to już jedna wspólna rzecz, na której można dalej budować więzi. Na co można zwrócić uwagę już po pierwszym wspólnym wybraniu się do kina.

Gdy pomyślałem sobie o owej jednej wspólnej rzeczy, przypomniałem sobie parę niedawnych rozmów z kolegą, który akurat testuje e-swatów i e-swatki. Za moich czasów dane o sobie się tam wpisywało - teraz podłącza się taki do popularnego portalu społecznościowego i on wyszukuje podobieństwa między swatanymi. Pierwsza z tych rozmów miała miejsce w jego aucie, gdzie wśród wybranych do słuchania utworów znalazła się Toma Waitsa piosenka o zarzynaniu świni i robienia z niej kaszanki czy innego Filipino Box Spring Hog. Druga kilka dni później, gdy tłumacząc mu moje holistyczne poglądy wspomniałem, że trudno mu będzie znaleźć partnerkę, czy nawet być w skutecznym nastroju godowym, jeśli będzie słuchał Waitsa i mu podobnych wykonawców. Mój wywód przerwało piknięcie jego komórki. Odpowiednia appka poinformowała go o kolejnej potencjalnej partnerce. Wasze wspólne zainteresowania ("lajki"), dodała owa appka, to Tom Waits. Najwyraźniej mało się orientuję w temacie, a na wspomnienie owej historii - wspomniana piosenka Toma Waitsa o przyrządzaniu świni. W sam raz do romantycznej kolacji we dwoje. Lub do amorów po niej.

Kilkanaście lat temu zdarzało mi się z Czarną-Białą chodzić regularnie na cotygodniowe "Rock Block'i" w okolicznym ośrodku kultury akademickiej. Jednym z utworów, które grano tam każego tygodnia, był świeży wtedy kawałek "My Girlfriend's Girlfriend" zespołu Type O Negative. Czarnej-Białej bardzo przypadł do gustu, ja się z czasem z nim oswoiłem. Nigdy przed dniem dzisiejszym nie widziałem teledysku do niego, który sprawił, że utwór ten zdaje mi się teraz karykaturalny i pastiszowy. Ówczesna odziana w czerń i glany młodzież nie wydawała się tak go wtedy postrzegać. Może więc był wtedy na poważnie, a jedynie lata 90-te wyglądają teraz pastiszowo? Niemniej jednak, znajomość wyłącznie ścieżki dźwiękowej wystarczyła, bym pomyślał, że tekst refrenu "My girlfriend's girlfriend / She looks like you" jest chyba najbardziej hardcorowym pierwszym zdaniem na podryw w barze. Trzeba być nie lada pewnym siebie, by tak zagaić rozmowę.

wtorek, 22 września 2015, nieuczesany23
Tagi: Mann&Gacek

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA