Blog > Komentarze do wpisu

"Because I Got High" Afroman

Równo dwie dekady temu, 1 sierpnia 1995 roku, po raz pierwszy w życiu zażyłem narkotyk. Narkotykiem tym był haszysz, poddany obróbce termicznej metodą "na dwa noże", a działo się to na biwaku nad jeziorem, w miejscu, gdzie dwa tygodnie wcześniej odbywał się pierwszy "Przystanek Woodstock". Ponieważ na tym jednym razie się nie skończyło, rzec mogę że palę (z mniejszymi lub większymi przerwami) już od dwudziestu lat.

fragment zapisu z dnia 1 sierpnia 1995 roku

Dzień był wtedy upalny. Pamiętam, jak w sześciu siedzieliśmy w przedsionku namiotu rodzinnego dookoła grzejącej kuchenki gazowej. Na tej kuchence ta dwójka z nas, która wcześniej miała styczność z narkotykami, rozgrzewała do czerwoności dwa noże. Na jeden z nich rzucany był odłamany kawałek haszyszu, przykrywany i przygniatany drugim. Spomiędzy ostrzy wydobywał się dym, który wdychaliśmy używając plastikowej butelki z odciętym dnem, by jak najmniej dymu uronić.

Pamiętam, że gdy przyszła kolej na mnie, na zewnątrz usłyszeliśmy odgłos nadjeżdżającego samochodu. Ktoś wyjrzał przez połę, kto to nadjechał - i wydusił z siebie szybkie "Policja!". Faktycznie, na teren biwaku wjechał radiowóz. W panice wyłączaliśmy kuchenkę i schowaliśmy noże, okazało się jednak, że to nie nasze łamanie art. 62 (wtedy art. 48) ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii ich tu sprowadziło. Posiadacze okolicznych ogródków działkowych zgłosili zażalenie, że ktoś im kradnie owoce i policja przyjechała udzielić pouczenia. Gdy po kwadransie odjechali, ponownie zapaliliśmy kuchenkę, wyciągnęliśmy noże z ukrycia - i nadeszła kolej na mnie.

Uczucie było niesamowicie przyjemne. Wszystko mnie śmieszyło i bawiło, na tyle, gdy jeden z kolegów zaczął opowiadać nudny dowcip, który znałem - śmiałem się już od początku dowcipu. Zgodnie z listą możliwych skutków ubocznych na ulotce, zapalenie odebrało mi pamięć krótkotrwałą, nie pamiętam więc, co dokładnie mnie wtedy śmieszyło, ale w skrócie rzec mogę: wszystko.

Po godzinie lub półtorej nadeszła faza pełnego relaksu. Leżałem leniwie na ziemi, w idealnie wygodnej pozycji, myśląc sobie, że nie ma siły, która by sprawiła, bym wstał. Wtedy przez okno w namiocie zobaczyłem swych rodziców, którzy akurat przyjechali zobaczyć, jak sobie daję radę na biwaku. Okazało się, że jednak jest taka siła, a ja w ciągu sekundy, po sporym zastrzyku adrenaliny, poderwałem się z ziemi - po czym poszedłem się przywitać z rodziną i oprowadzić ją po okolicy.

Rozmowa lepiła się średnio, ale byłem wtedy nastolatkiem i większość rozmów z rodzicami lepiła się wtedy średnio. Moje oszołomienie zrzucone zostało na karb alkoholu, jako że we własnym namiocie przechowywałem tego dnia trzy skrzynki butelek po piwie (nie wszystkie moje - jedna była kolegi). Nauczyło mnie to, by na przyszłość, gdy będę chciał ukryć fakt, że zażywam narkotyki - maskować to alkoholem.

Gdy rodzina odjechała w siną dal, usiadłem sobie w mało uczęszczanym miejscu na kamieniu i się zadumałem. Z chęcią wróciłbym do tego stanu błogiego relaksu - "zwały", jak niewiele czasu później go nazywałem - ale nie było jak, stres związany z przybyciem rodziny zrobił swoje. Zastanawiałem się potem przez długie miesiące, czy moja paranoja, która podczas palenia naturalnych kanabinoidów objawiała się m.in. niemożnościa pełnego zrelaksowania się podczas zwały, nie wynika właśnie z tego, że gdy pierwszy raz się spaliłem - akurat właśnie wtedy pojawili się moi rodzice i gdybym nie miał tej iskierki świadomości, bym ich obecność przegapił; a gdybym nie miał iskierki trzeźwości (rozumianej nie tylko alkoholowo), nie byłbym w stanie z nimi sensownie rozmawiać. Więc mimo chęci, długo się tych iskierek podczas zwał z całych sił trzymałem.

Trudno orzec, czy podobnie jak podmiot liryczny utworu, przez to, że zacząłem palić zawalałem różne sprawy. "Każdy wystarczający skomplikowany problem ma przynajmniej jedno proste błędne rozwiązanie", jak mawiają. Ja zwykle sądzę wręcz odwrotnie: zawalam sprawy, gdy nie palę raczej niż gdy palę. Jak jednak wspomniałem, trudno to obiektywnie ocenić.

PS. Może to dlatego, że w odróżnieniu od podmiotu lirycznego nie zwykłem palić przed egzaminami (od momentu, gdy spaliłem się przed próbną maturą z języka polskiego i skończyło się to na cytowaniu własnych wierszy na niej) i nie paliłem przed wybraniem się do sądu (choć policja wzywająca mnie na przesłuchanie w związku z art. 48 par. 2 zadzwoniła trzy minuty przed tym, jak zamierzałem właśnie nabić fajeczkę). Gdybym działał tak jak podmiot liryczny, być może miałbym inne zdanie.

sobota, 01 sierpnia 2015, nieuczesany23

Polecane wpisy

  • "Passenger" Pop

    Pisałem poprzednio , poniżej po prostu powtórzę: "Passenger'a" poznałem podczas pierwszego pokładania (perfekcyjnie poczwórne pięciolecie przedtem ). Pośrodku p

  • "Girl from Mars" Ash

    Jak wspomniałem , utworem który najbardziej zapadł mi w pamięć z albumu "1977" zespołu Ash, było "Girl from Mars". Może dlatego, że fragment o miłości do dziew

  • "Oh Yeah" Ash

    Przeszło dwie dekady temu po raz pierwszy zacząłem być w związku. Dwa dni później po raz pierwszy przestałem być w związku. Kolejne trzy dni później po raz pie

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA