Blog > Komentarze do wpisu

z cyklu "redaktor Mann i ɺedaktoɺ Gacek": "Nakrycia głowy"

Odcinak poświęcony (nietypowym) nakryciom głowy zaczną od oczywistej oczywistości: kwiatów we włosach w wykonaniu Scott'a McKenzie. Rozpoczynająca utwór "San Francisco" fraza o nich jest jedną z bardziej popularnych fraz z lat 60-tych i 70-tych, a w tekście występuje jeszcze druga o nich wzmianka. Co więcej, w temat wpisuje się też występujący na oryginalnym teledysku ówczesny San Franciszkanin w cylindrze.

Temat kwiatów we włosach był najwyraźniej popularny na całym świecie owe niemal pół wieku temu, piosenka o tym tytule powstała wtedy też i w Polsce i jest tu nawet bardziej popularna niż Scott McKenzie. W przypadku muzyki miewam podobne braki w postawach i klasyce, jak w przypadku książek i filmów, a jednym z tego objawów jest to, że ten utwór Czerwonych Gitar po raz pierwszy usłyszałem kilka minut temu. I przyznać muszę, że mnie muzycznie pozytywnie zaskoczył, a efekt słabnącej repetycji pod koniec refrenu na miejscu skojarzył mi się z takim samym efektem w utworze "Green Tambourine" zespołu The Lemon Pipers (był na trzeciej płycie zestawu "Children of the Revolution"), wydanego najdalej rok przed albumem "Czerwonych Gitar". Tekstowo zaś utwór prezentuje się o wiele lepiej niż "San Francisco".

Rozglądając się za utworami na temat nakryć głowy, które mógłbym znać, przypadkiem trafiłem na piosenkę Desi Arnaza pt. "Straw Hat Song". Nazwisko Desi Arnaza obiło mi się o uszy tylko raz (no, wiele razy, ale zawsze z tego samego powodu): w utworze "Someday All This Will Be Road" zespołu Spin Doctors. "I could have stayed home in bed and watched reruns of Desi Arnaz", śpiewa podmiot liryczny, a ja tematu nie zgłębiałem. Aż tu nagle okazało się, że ów Desi Arnaz to nie personalia fikcyjnej postaci tytułowej serialu, lecz kubański piosenkarz i aktor, znany najbardziej z serialu "I Love Lucy". Pod tym tytułem wydał on też swą płytę, piętnaście lat wcześniejszą od prezentowanych powyżej, z której pochodzi poniższy utwór, z dużo bardziej optymistycznym przesłaniem

Zagłębiając się jeszcze głębiej w otchłanie muzycznej historii, utworem który natychmiast przyszedł mi na myśl o koronie, która też jest nakryciem głowy, był taniec "Corona Gentile" autorstwa Guglielmo Ebreo z II połowy XV wieku. Taniec o dość trudnej chorografii i wymagający ośmiu tancerzy, więc nie często współcześnie tańczony (tańce XV-wieczne w ogólności nie są zbyt często współcześnie tańczone, ale nawet wśród nich "Corona Gentile" występuje rzadko), a wśród kilku utworów, do których da się go zatańczyć (oryginalna linia melodyczna nie zachowała się) najbardziej w ucho wpadł mi poniższy:

Kolejne niebanalne skojarzenie korony z muzyką jest w porównaniu bardzo współczesne - pochodzi sprzed 27 lat, choć ja poznałem ją 5 lat później - ale w swym zakresie pochodzi wręcz z prehistorii. Chodzi mi bowiem o melodię z gry "Defender of the Crown", w którą grałem na Commodore 64 wiele lat temu. Wśród swych osiągnięć jako gracz, poza osiągnięciem maksymalnej ilości punktów w grze "Ace of Aces" i wyśrubowaniu rekordy pierwszej trasy w "Test Drive", miałem też sławę eksperta od katapulty w tej grze. Na tyle, że gdy graliśmy wspólnie z braćmi M. i to któryś z nich akurat grał, joystick trafiał w me ręce podczas scen oblegania zamku. Cała sztuczka polegała na puszczeniu przyciski "fire", gdy opuszczające się ramię katapulty dotrze do grubej na jeden piksel drugiej jaśniejszej linii licząc od dołu na tyle katapulty, ale dobra koordynacja oko - kciuk bywała tu bardzo przydatna. W grę grałem już po otrzymaniu stacji dysków (1541 II) i bardzo się z tego cieszę: w wersji kasetowej trzeba było dużo przewijać, by mogły się wgrać odpowiednie fragmenty gry, na dyskietce nie trzeba było robić nic. Jakoś muzyki, jak mniemam, w obu wersjach była identyczna:

Poza samymi utworami o nakryciach głowy, do głowy przyszli mi też dwaj muzycy, którzy się nimi wyróżniają. Pierwszym jest Jamiroquai, a raczej ich frontman Jay Kay, który swój nawyk noszenia nietypowych nakryć głowy przeniósł na logo zespołu. Zespół zasłynął w roku 1996 dwoma utworami i choć dużo bardziej przypadło mi do gustu wtedy "Cosmic Girl", to kapeluszowy nawyk frontmana dużo wyraźniej widać w teledysku do "Virtual Insanity":

Drugim zaś to słynący z papierosa w ustach i cylindra Slash, którego kojarzę od przeszło ćwierci wieku. Przez długie lata był gitarzystą Guns'n'Roses, kilka lat temu zdecydował się na solową karierę. Oszałamiającego sukcesu chyba jednak nie odniósł, bo z trzech wydanych płyt w radiach słyszałem tylko jeden utwór: "Beautiful Dangerous" z udziałem Fergie, na koncertach nad wyraz udanie naśladującą ruchy androgynicznego młodego Axla Rose'a. Choć więc o nakyrciach głowy nie ma w nim słowa - na zakończenie muzycznej części odcinka tu oto on:

A na ostatecznie zakończenie - scena filmowa, w której zwraca się uwagę, że jakkolwiek nakrycie głowy mogą być nietypowe, efektowne lub przyjemne, zdarzają się takie sytuacje, że należy je zdjąć:

wtorek, 14 października 2014, nieuczesany23
Tagi: Mann&Gacek

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA