Blog > Komentarze do wpisu

z cyklu "redaktor Mann i ɺedaktoɺ Gacek": "Debiuty"

Listę utworów z debiutanckich albumów zacząć wręcz trzeba od "We're not gonna make it" z albumu-debiutu "The Presidents of the USA" zatytułowanego, jak to zwykle bywa w przypadku debiutów, tak samo jak nazwa zespołu. Kawałek ten opisuje dolę początkującego zespołu i tłumaczy, czemu tak trudno odnieść sukces: "'cause there's a million better bands with a million better songs". I faktycznie wielu zespołom się nie udaje, a o części tych, które wydały swą płytę - debiut, też później już nic nie było słychać. Grupie PUSA udało się jednak tego uniknąć: na swej pierwszej płycie umieścili aż dwa przeboje ("Lump" i "Peaches"; o skali sukcesu tego pierwszego najlepiej mówi fakt, że sparodiował go Weird Al). Nagrali więc i drugą, zatytułowaną z tego powodu "II", a potem kolejne. Za trzy tygodnie wydają swój szósty studyjny album, więc wbrew oczekiwaniom i wierze podmiotu lirycznego - they did make it.

Innym z mych ulubionych debiutanckich albumów z USA jest "Pocket Full of Kryptonite" zespołu Spin Doctors. Zespół też nie zakończył kariery na debiucie, szósty album wydali w zeszłym roku, ale żaden z późniejszych albumów nie odniósł takiego sukcesu jak debiut, a zwłaszcza utwór "Two Princes", który po dziś dzień można usłyszeć na falach eteru. Ja jednak do listy wybrałem otwierający album "Jimmy Olsen's Blues", opowiadający ciężką dolę nieszczęśliwie zakochanego w dziewczynie Supermana. 

Słuchałem zwrotki tej piosenki w 1990 roku, nie wiedząc... i to dość często, choć przez krótki czas liczony w tygodniach. Musiał być to rok 1990, bo to jest data wydania albumu, który niecnie przegrałem z kopii "oryginalnego" nagrania z budki z kasetami. Okładkę skserowałem z ksera okładki (albo ksera ksera) i słuchałem kasety z tak wyróżnionego pudełka intensywnie, ucząc się wszystkich tekstów. Ma fascynacja zespołem była jednak krótkotrwała, gdy bowiem w wakacje kolejnego roku dostałem w prezencie drugą płytę zespołu, "Nie wierzcie elektrykom", nawet nie wyjąłem jej z pudełka, by ją choć raz przesłuchać. The moment has passed.

Kilka kawałków z albumu się przebiło do masowego odbiorcy ("Berlin Zachodni""Wielka miłość do babci klozetowej"), mnie wtedy najbardziej zauroczył sam początek "Kapitana Żbika". Tu jednak zamieszczam wieńczącą album "Balladę o smutnym skinie", bo akurat pogoda za oknem może sprawić, że uszka się przeziębią, kark zlodowacieje. I żal wtedy takiego łysego skina.

Drugą z polskich płyt - debiutów, którą pamiętam z początków lat 90-tych to wspomniany ostatnio debiut "Elektrycznych Gitar". Album ten otwierał utwór "Wiele razy" i choć nie stał się on takim szlagierem, jak inne z tej płyty, to on trafia na listę debiutów.

A w tamtych starych dobrych czasach, które sobie ostatnio przypominam, namiętnie słuchałem MetallicI. Ich debiutancki album, wydany akurat w dniu moich urodzin, znałem doskonale, zwłaszcza utwór "Seek & Destroy". Album otwiera "Hit the Lights", które, jak właśnie wyczytałem, było też debiutanckim nagraniem, wydanym na składance przed nagraniem albumu. Debiut więc jest to podwójny. A sam utwór przez lata nie stracić nic ze swej świetności.

Listę debiutów zakończę zespołem, który didn't make it. Pierwszy singiel Babylon Zoo, dzięki użyciu w reklamie, zrobił gigantyczną furorę i zwiększył (a pewnie nawet umożliwił) sprzedaż debiutanckiego albumu. Drugiego albumu, wydanego trzy lata później jednak nikt już nie kupił i od tamtej pory nic o zespole nie słychać. Niemniej jednak ich jednorazowy hit "Spaceman" wrył się w pamięć sporej części widzów MTV w latach 1995-1996. Później już nie miał okazji.

wtorek, 21 stycznia 2014, nieuczesany23
Tagi: Mann&Gacek

Polecane wpisy

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA