Blog > Komentarze do wpisu

"Eve Of Destruction" Barry McGuire

Długo się zbierałem do opisania kolejnego utworu. Wpierw cyzelowałem jeden wpis, ale tyczył on kawałka wybitnie wrześniowego, a nim zdążyłem go odpowiednio wygładzić - things have changed i wrzesień zdążył się skończyć. Potem chciałem opisać, czego słuchałem we wrześniu w tym roku, ale pełen wpis wymagał głębszego background reading, na które wciąż nie znalazłem czasu ni weny. A potem, jak to zwykle bywa, narosło mi kolejnych pomysłów i nie mogłem zdecydować, od którego zacząć.

I wtedy przypomniało mi się, że skoro jutro koniec świata, to dziś mamy Eve of Destruction. A utwór o tym tytule jest mi znany doskonale z trzypłytowej składanki "Children od the Revolution", wydanej w 1991 roku, którą kupił sobie mój ojciec i od którego ją "pożyczyłem" w okolicy przełomu lat 1993/1994 i której słuchałem potem niemal nieprzerwanie przez kilka miesięcy (a potem przez kolejnych kilkadziesiąt nadal regularnie do niej wracałem).

Akurat skończyło się wtedy me zainteresowanie heavy metal'em i uciekałem od tego brzmienia. Jeszcze w '93 i '94 kupowałem kolejne kasety "Annihilator"-a i wciąż czekałem na kolejny album Metalliki (ostatecznie się nie doczekałem), aż tu nagle wsiąkłem w muzykę lat 70-tych, a raczej jej niewielki wybór, w owe pięćdziesiąt utworów na tej wspomnianej składance.

Czegóż tam nie było! Był "Born To Be Wild" zespołu Steppenwolf, którego nazwą zaintrygowany dotarłem do Hesse'go i przeczytawszy większość jego dzieł, stałem się jego wielkim fanem (oto przykład, jak muzyka dość popularna może skłonić człowieka do zagłębienia się w bardziej wymagającej lekturze). Był "Taniec z Szablami" w wykonaniu "Love Sculpture" na gitary elektryczne. Była "The Ballad Of Easy Rider", "Witch Queen Of New Orleans", byli Beach Boysi, Deep Purple, The Animals, Jimi Hendrix i nawet Cher się załapała. Zwykle słuchałem dwu pierwszych płyt z trójpaku, trzecią, bogatszą w wolniejsze utwory, omijając. "The Eve of Destruction" znajdowało się na płycie numer 1, a więc potrafiło lecieć po kilka razy dziennie.

Były to też czasy, gdy gry komputerowe na PC nie obfitowały jeszcze w wybitną muzykę, czy efekty dźwiękowe. Grając więc, a potrafiłem spędzić tak długie godziny, można było spokojnie je wyłączyć całkowicie, nie tracąc jakości rozgrywki lub jednego z kanałów informacyjnych i puścić sobie własną muzykę. Z której to opcji chętnie korzystałem.

Spodobał mi nad wyraz się już od pierwszego przesłuchania utworu, i podoba mi się do dziś,  fragment tekstu: "My blood's so mad, feels like coagulating, I'm sitting here, just contemplating". Tekst reszty utworu też poznałem na pamięć, ale ten fragment tkwi w niej nadal i wyskakiwał czasem przy sprzyjających okazjach jeszcze całkiem niedawno.

Co do reszty tekstu, a raczej jego przesłania, to rzec muszę, wbrew komentarzom w niektórych home-made teledyskach do tego utworu, że jednak sytuacja geopolityczna się przez te niemal pół wieku (47 lat) poprawiła. Nie odliczamy już minut na nuklearnym zegarze i nawet jeżeli świat wciąż roi się od konfliktów, niewielka jest szansa, by doszło do globalnego konfliktu. Przynajmniej jutro.

Chyba, że źle patrzę i Majowie mieli rację.

czwartek, 20 grudnia 2012, nieuczesany23
Tagi: niecykliczne

Polecane wpisy

  • "Jesus He Knows Me" Genesis

    Nigdy nie byłem przesadnie religijny . Tak się składa, że pochodzę z mało praktykującej rodziny (w kościele bywaliśmy raz w roku ze święconką, a krucyfiks na ko

  • "Human" Rag'n'Bone Man

    Słuchałem ostatnio innych niż zwykle stacji radiowych , więc i innej niż zwykle muzyki. Na jednej - albo kilku - z owych stacji regularnie - na tyle, że słyszał

  • "Moth Into Flame" Metallica

    Parę dni temu jadąc samochodem i skacząc po kanałach usłyszałem kawałek cięższego brzmienia. Rytm wydał mi się znajomy, a rozbrzmiewającego po kilkunastu sekun

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA